Cz. 2 – Rozdział XIV

„Tu i teraz”

Amelia przebudziła się nagle, dławiąc się własnym nierównym oddechem. W panice rozejrzała się po zupełnie obcym i surowym pomieszczeniu, a jej serce przyspieszyło.

Coś było nie tak.

Powinna obudzić się w swojej komnacie, w zamku, a to zdecydowanie nie była jej sypialnia.

Spróbowała przypomnieć sobie, co się stało, ale w pierwszej chwili poczuła jedynie intensywne pulsowanie w skroniach. Jej myśli były zamglone i chaotyczne, jakby ktoś nałożył na nie ciężką zasłonę. Dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że czuła to już wcześniej! Ten specyficzny rodzaj zmęczenia, zagubienie…

Zaklęcie snu!

Wzburzenie i gniew zaczęły narastać w jej piersi, a kiedy wzrok skupił się na postaci stojącej w kącie, zalała ją fala prawdziwej wściekłości i przestała analizować cokolwiek innego.

Lina.

Przyjaciółka, której nie widziała od pół roku, patrzyła na nią z mieszaniną troski i niepewności.

– Lina – warknęła Amelia, tym razem wypowiadając znajome imię na głos. – Jak mogłaś?! – ryknęła, walcząc z oplatającą ją pościelą, aby po chwili stanąć twarzą w twarz z czarodziejką.

– Też się cieszę, że cię widzę. – Lina skrzywiła się nieznacznie, ale nie pozwoliła wyprowadzić się z równowagi. – Pozwól mi wyjaśnić, Amelio.

– Wyjaśnić?! Znowu rzuciłaś na mnie to paskudne zaklęcie! Jak mogłaś?! Dlaczego to zrobiłaś?! – Amelia wzięła głęboki oddech, próbując opanować drżenie w głosie. – Myślałam, że pół roku temu wyraziłam się jasno. Miałaś zniknąć!

Nadal widoczny na twarzy Liny spokój jakoś nie pomagał jej odzyskać własnego.

– Nie będę z tobą rozmawiać, jeśli masz zamiar jedynie wrzeszczeć. – Lina skrzyżowała ramiona, cierpliwie oczekując końca awantury.

– Och! Ale tu nie ma o czym rozmawiać! Jeśli myślałaś, że tak po prostu się pojawisz i bez mojej zgody uprowadzisz mnie z balu to… – Amelia zamilkła gwałtownie.

Bal…

Jej oczy rozszerzyły się w nagłym szoku, a mgła, przyćmiewająca wydarzenia ostatnich godzin, zniknęła.

Była na balu, rozmawiała z gośćmi, potem Ravi zaalarmowany przez swojego brata wyszedł z sali, a ją zaproszono do tańca…

Niemożliwe.

To wszystko jakiś absurd…

Była wręcz pewna, że zaraz obudzi się w swojej komnacie, a Arion stwierdzi, że miała wyjątkowo paskudny koszmar.

Z całych sił broniła się przed kolejnym rozczarowaniem i myślą, że…

Tamten mężczyzna.

Czy to naprawdę mógł być…?

– Zelgadis… – wydusiła cicho.

Nagle powietrze w pomieszczeniu wydało się zbyt gęste, by mogła swobodnie oddychać. Jej myśli zawirowały wokół mężczyzny, który MÓGŁ być Zelgadisem.

– Amelio? – Lina spróbowała podejść bliżej, ale księżniczka cofnęła się gwałtownie, jakby każda próba zbliżenia się miała jedynie pogorszyć sytuację.

Jej ciało zaczęło drżeć, a każdy wdech był krótszy i płytszy niż poprzedni. Spróbowała złapać się czegokolwiek, co pomogłoby utrzymać się na powierzchni. W końcu jej dłonie zacisnęły się na krawędzi łóżka, ale i to nie przyniosło ulgi. Po chwili opadła na kolana, a świat wokół rozmył się w wirze tańczących przed oczami, czarnych plam.

– Amelio! – Lina natychmiast znalazła się obok, podtrzymując ją mocnym, uspokajającym uściskiem. – Spokojnie. Oddychaj.

– Lina… Zel… – wyłkała nieskładnie, dławiąc się własnymi słowami.

– Ciii… Nic nie mów. Oddychaj – powtórzyła spokojnie Lina, gładząc jej plecy.

Amelia spróbowała skupić się na słowach przyjaciółki, jej głosie i ciepłych ramionach… Wdech i wydech, aż po kilkunastu nieznośnie długich minutach świat zaczął wracać na swoje miejsce. Powoli, bardzo powoli odzyskiwała kontrolę nad ciałem. W końcu, gdy jej oddech się ustabilizował, uniosła głowę i spojrzała na Linę.

– To dlatego rzuciłaś na mnie zaklęcie snu? On wrócił, prawda? – zapytała niepewnie.

Lina westchnęła cicho, zwalniając ją z wcześniejszego uścisku.

– Myślałam, że ty wyjaśnisz mi nieco więcej, ale zgaduję, że też nie miałaś o niczym pojęcia… – Niewielka bruzda przecięła jej czoło, kiedy zmarszczyła brwi w zamyśleniu. – Uważasz, że to naprawdę Zelgadis?

Słowa Liny zabrzęczały nieprzyjemnie w umyśle Amelii. Jak to? Czy to nie oznaczało, że Lina jakimś cudem zdołała dotrzeć do Zelgadisa i pojawiła się wraz z nim? Niewypowiedziane pytania chyba wystarczająco wyraźnie odbiły się na jej twarzy, ponieważ Lina dodała:

– Nie wiem, czy to on, Amelio. Albo lepiej powiedzieć – nie jestem całkiem pewna.

Amelia zastygła bez ruchu, wpatrując się w przestrzeń, podczas gdy jej umysł gorączkowo próbował złożyć fragmenty układanki.

Mężczyzna z balu…

Owszem, różnice były zauważalne – jego głos był inny, niski i chropowaty, zupełnie nie przypominał miękkiego i spokojnego tonu, który pamiętała. Kolor włosów też się nie zgadzał. Mężczyzna na balu miał czarne włosy, podczas gdy Zelgadis zawsze miał srebrzyste, nieomal białe kosmyki. Rysy twarzy nieznajomego były delikatniejsze, bardziej subtelne, a cera – niesamowicie blada, jakby nigdy nie zaznała słońca i przede wszystkim NIE BYŁ chimerą. Amelia musiała przyznać, że nie wyglądał jak Zelgadis. A jednak, kiedy po raz pierwszy dostrzegła go wśród gości, nie mogła pozbyć się wrażenia, że go zna.

Bo właściwie JAK NAPRAWDĘ wyglądał Zelgadis? Przecież nigdy nie widziała go w pełni ludzkiej postaci…

Im dłużej analizowała w pamięci wszystkie szczegóły, tym większej pewności nabierała. Po chwili uświadomiła sobie, że podobieństwo było uderzające, a ona, głupia, z jakiegoś powodu nie zrozumiała tego od razu!

Wzrost i postura były nieomal identyczne, ale to sposób, w jaki się poruszał, sprawił, że zadrżała. Ostrożne gesty i postawa, nieco pochylona, kiedy starał się ukryć swoją obecność w tłumie, co przecież zawsze robił JEJ Zelgadis.

Przy każdym nieśmiałym uśmiechu kąciki jego ust unosiły się w ten sam, charakterystyczny sposób. To był uśmiech zarezerwowany tylko dla niej, delikatny, nieco zakłopotany, jakby nie był pewien, czy powinien, ale jednocześnie nie mógł się powstrzymać. Ten uśmiech zawsze sprawiał, że czuła się wyjątkowa, jakby tylko ona potrafiła wydobyć ten wyraz z jego twarzy.

I oczy… Znajome do bólu, błękitne, przenikliwe oczy… Patrzył na nią z mieszaniną intensywności i czułości, sprawiając, że nie istniało nic poza nimi. To było spojrzenie, które przecież tak dobrze znała, spojrzenie, którym Zelgadis zawsze ją obdarzał, kiedy myślał, że nikt nie widzi…

Amelia sapnęła głośno, przyciskając dłoń do piersi. Nagle jej serce zaczęło bić z zawrotną szybkością.

– Gdzie on jest? – zapytała cicho, ściągając na siebie uwagę równie zamyślonej przyjaciółki.

– Amelio, nie wiemy, czy…

– To on – stwierdziła twardo, po czym poderwała się z podłogi. – Muszę go zobaczyć!

Lina westchnęła ciężko, wstając.

– Jest nieprzytomny.

– Nieprzytomny? – Amelia zadrżała. – Dlaczego?

– Cóż… – Lina potarła kark wyraźnie zakłopotana. – Nie spodziewaliśmy się, że wystąpią jakieś komplikacje. Do samego końca nie chciał cię oddać i dlatego nie zdążyliśmy odpowiednio wcześnie opuścić sali balowej, zanim… – przełknęła ciężko – część stropu się zawaliła.

– Ty, co?!

– Nie martw się! Nic mu nie jest. Po prostu uderzył się w głowę.

– Lina! Jak mogłaś go nie rozpoznać?! Omal nas nie zabiłaś przez swój idiotyczny pomysł uprowadzenia mnie!

– Hola, hola księżniczko! W przeciwieństwie do ciebie ja miałam jedynie sekundy na podjęcie decyzji. To ty z nim tańczyłaś i rozmawiałaś, a zdaje się, że jeszcze chwilę temu sama nie byłaś pewna czy to naprawdę Zel!

Amelia otworzyła usta, aby odpowiedzieć, jednak po chwili ponownie je zamknęła. W zamian jedynie prychnęła oburzona.

Lina pokręciła głową z rozbawieniem.

– Posłuchaj – zaczęła delikatnie – nie wykluczam, że to naprawdę Zel. Chociaż nadal ciężko mi w to uwierzyć. To, że wrócił to jedno, ale ludzkie ciało?

– Mógł przecież znaleźć sposób na zdjęcie klątwy…

– Owszem, mógł. Ale i tak proszę cię, abyś tu zaczekała. Kiedy się upewnię, że to naprawdę on, obiecuję go przyprowadzić. A dzięki, jak to określiłaś, mojemu idiotycznemu planowi uprowadzenia cię, będziesz mogła spędzić z nim tak wiele czasu, jak tylko będziesz chciała. W zamku to byłoby niemożliwe.

– Chyba zwariowałaś, jeśli oczekujesz, że będę tu bezczynnie czekać!

– Amelio…

– Nie! Lina, proszę, nawet nie próbuj mnie do tego namówić. Nie rozumiesz? – wyłkała rozpaczliwie, po czym zrezygnowana osunęła się na łóżko. – Tak długo na niego czekałam… Myślałam, że nie żyje… – wyznała szeptem, ukrywając twarz w dłoniach.

Lina ostrożnie przysiadła obok, łapiąc ją za ramię.

– To zbyt niebezpieczne, Amelio. Jesteś władczynią Saillune, a biorąc pod uwagę obecną sytuację polityczną…

– Och, przestań bredzić, błagam!

– To nie są brednie! – oburzyła się Lina. – Myślisz, że nikt nie wiedział o tym, co czułaś do Zelgadisa? Naprawdę uważasz, że nikt nie byłby w stanie tego wykorzystać? Choćby taka gnida jak Xellos… Wystarczy, żeby komuś o tym wspomniał. Co za problem kogoś podstawić i powiedzieć, że Zel nie dość, że wrócił, to w dodatku w swojej ludzkiej postaci!

Amelia zamarła, uświadamiając sobie słowa przyjaciółki. Nie chciała wierzyć, że ktoś mógłby ją wykorzystać w tak okrutny sposób, ale z drugiej strony… w sytuacji, w której była, mogła się spodziewać wszystkiego. Lina nie miała pojęcia, jak bliskie prawdy mogły być jej przypuszczenia. Za to Amelia zbyt dobrze wiedziała jaką rolę w całej historii odegrał Xellos… A co gorsza wiedziała, że jeszcze nie skończył. Wzdrygnęła się ze wstrętem.

– Obiecujesz, że go przyprowadzisz, jak tylko będziesz miała pewność, że to naprawdę on? – zapytała pokonana.

– Przysięgam nie zajmować nawet minuty dłużej niż to konieczne – stwierdziła uroczyście Lina, przykładając dwa palce do piersi.

Amelia przytaknęła smutno, uciekając wzrokiem w drugi kąt pomieszczenia.

– W porządku? – zapytała Lina, widząc nagłą zmianę nastroju przyjaciółki.

– Nie wiem… – wyznała Amelia po chwili milczenia. – Jeśli to nie on… ja…

– Wszystko będzie dobrze, zobaczysz. – Lina uśmiechnęła się pocieszająco. – Poczekaj tutaj, proszę.

Czarodziejka podniosła się i powoli ruszyła do drzwi. Zanim wyszła, raz jeszcze spojrzała na pogrążoną w myślach Amelię. Bardzo chciała jej powiedzieć, że sama była PRAWIE pewna, że to Zel… W końcu słyszała jego imię, a poza tym w drugim pokoju leżała także nieprzytomna dziewczyna, którą PRAWIE na pewno była Nirali.

PRAWIE.

To był jedyny argument, który powstrzymał Linę przed podzieleniem się z Amelią swoimi przypuszczeniami. Po prostu musiała się upewnić. Amelia była zbyt cenna, aby ryzykować nawet w najmniejszym stopniu… A co ważniejsze, nie chciała narażać jej na kolejne rozczarowanie. Z tą myślą ostrożnie zamknęła za sobą drzwi, wychodząc.

***

Amelia siedziała na brzegu łóżka, zaciskając dłonie na fałdach sukni. Od chwili, gdy Lina opuściła pokój, jej myśli krążyły chaotycznie, targane między radością a strachem. Póki co nie chciała zastanawiać się nad możliwymi konsekwencjami swojego zniknięcia i reakcją Raviego…

Kiedy w końcu usłyszała ciche pukanie, drgnęła zaskoczona.

Niepewne „proszę” opuściło jej usta.

Drzwi uchyliły się, skrzypiąc cicho, a potem go zobaczyła…

Mężczyzna z balu.

Tym razem miał codzienne ubranie i – co stwierdziła z lekkim zdziwieniem – białe włosy, ale nawet przez moment nie miała wątpliwości, że to on.

Nigdzie nie dostrzegła Liny, co mogło oznaczać tylko jedno…

Wstała powoli, nie odrywając wzroku od stojącej w progu postaci. Niepewnie zrobiła krok, a potem kolejny, aż w końcu stanęła przed nim, czując narastającą falę emocji. Patrzyła na niego z niedowierzaniem. Chciała go dotknąć, upewnić się, że to nie sen, że naprawdę wrócił. Wyciągnęła rękę, nieśmiało dotykając jego policzka. Był ciepły, miękki, zupełnie inny niż chłodna, kamienna skóra, którą pamiętała.

– Zel…? – Poczuła, że jej głos się załamuje, a do oczu napływają łzy.

A potem na jego twarzy pojawił się ten charakterystyczny, nieśmiały uśmiech, który zapadł jej w pamięci na całe życie.

Jego ręce uniosły się niepewnie, jakby chciał ją objąć, ale wciąż się wahał czy powinien.

– Amelio – odpowiedział cicho i tym razem jego głos zabrzmiał dokładnie tak, jak zawsze. – Przepraszam, że tak długo to trwało.

Amelia nie wytrzymała. Jej ręce wystrzeliły naprzód, oplatając jego szyję i przyciągając do siebie. Spływające łzy z pewnością moczyły mu koszulę, ale nie dbała o to. Czuła jego ciepło, słyszała bicie serca, i to wystarczyło, by wszystkie wątpliwości zniknęły. Poczuła, jak znajome ramiona zamykają się wokół, trzymając mocno w obawie przed kolejną stratą.

– Zel… – wyszeptała, wtulając twarz w silną pierś. – Myślałam, że już nigdy cię nie zobaczę.

Zelgadis odetchnął głęboko, przyciągając ją bliżej.

– Przepraszam… – wyszeptał w jej włosy, równocześnie zanurzając w nich dłoń.

Przez moment stali wtuleni, próbując uwierzyć, że to wszystko jest rzeczywistością, a nie jedynie kolejnym złudzeniem. W końcu Amelia uniosła głowę, aby spojrzeć mu w oczy. W odpowiedzi Zelgadis uśmiechnął się smutno, przecierając kciukiem łzy z jej twarzy.

– To dlatego nie wracałeś tak długo? – zapytała z obawą, wyrzucając z siebie pytanie, które dręczyło ją od czasu rozmowy z Liną.

Zelgadis niepewnie przechylił głowę, próbując zrozumieć, co miała na myśli. Po chwili jego oczy rozszerzyły się ze strachu.

– Co? Ja… Amelio, nie! – Pokręcił głową energicznie. – Nawet nie próbowałem wrócić do ludzkiego ciała. Odzyskałem je kilka dni temu i to tylko dzięki Nirali i Erykowi. Ale to nie jest ważne. Przez cały ten czas robiłem wszystko, aby wrócić…

– Wybacz – zaczęła cicho – kiedy zrozumiałam, że to naprawdę ty, nie mogłam przestać o tym myśleć. Bałam się, że to mogło być powodem, dla którego tak długo nie wracałeś i pozwoliłeś mi myśleć, że…

– Nigdy bym tego nie zrobił – zapewnił stanowczo, nie dając jej przestrzeni na dokończenie myśli. – Nie masz pojęcia, jak bardzo mi ciebie brakowało… was wszystkich… – dodał pospiesznie.

– Och. – Amelia westchnęła mimowolnie, nieco zszokowana usłyszanym wyznaniem.

– Nie wierzysz mi? – zapytał niepewnie i mogłaby przysiąc, że w jego oczach dostrzegła ból.

– W liście, który mi zostawiłeś… – Amelia przełknęła ciężko, przeciskając słowa przez gardło – prosiłeś, żebym o tobie zapomniała. I wiesz… były takie chwile, kiedy myślałam, że mógłbyś zrobić to samo – wyznała szczerze.

Zelgadis niespodziewanie odsunął się na wyciągnięcie ramion, patrząc na nią poważnie.

– Amelio, TO była najgłupsza rzecz, jaką kiedykolwiek napisałem – stwierdził, czerwieniąc się, co na jego „nowej” twarzy było doskonale widoczne. Amelia uśmiechnęła się delikatnie, widząc pojawiający się na policzkach rumieniec.

– Masz na myśli, że CAŁY ten list był najgłupszą rzeczą, jaką kiedykolwiek napisałeś? – spytała przekornie, jednak w piersi poczuła lekkie ukłucie.

Doskonale pamiętała każdą, starannie nakreśloną linijkę z listu, który zostawił. Nie chciała, aby zmienił zdanie co do tych słów, które uważała za najważniejsze…

– Nie CAŁY list, Amelio. – Zelgadis uśmiechnął się pokonany, a jego twarz zaczerwieniła się jeszcze bardziej. Cóż, nigdy nie był dobry w wyrażaniu uczuć. – Napisałem to wyłącznie dlatego, bo życzyłem ci normalnego życia. Ostatecznie okazało się, że sam nie mogłem żyć normalnie. Nie bez ciebie. Najwyraźniej nadal jestem egoistą.

Amelia poczuła, że sama zaczyna się rumienić. Nigdy wcześniej Zelgadis nie wyrażał się tak bezpośrednio…

– Dlaczego? – zapytała, wyłapując jego intensywne spojrzenie.

– Czy to nie oczywiste? Wyznałem ci to już w swoim liście i nic się nie zmieniło. Kocham cię.

Amelia poczuła, jak przyjemne ciepło rozlewa się po ciele. W tej chwili świat poza nimi przestał istnieć.

– Ja też cię kocham – wyznała, po czym złożyła na jego ustach pierwszy, nieśmiały pocałunek.

Odpowiedział natychmiast, przyciągając ją bliżej i z pasją oddając każdy z gestów.

Było tak wiele spraw, o które chciała zapytać, tak wiele niewiadomych do wyjaśnienia… Wiedziała, że na pewno myślał o tym samym, ale w tej chwili to nie miało znaczenia. Czuła, jak traci się w tym momencie, w bliskości, której tak bardzo pragnęła. Przez te wszystkie lata mogła jedynie o tym marzyć, nigdy nie będąc pewna czy prośby zostaną wysłuchane.

Jego dłonie czule wędrowały po jej plecach, a pocałunki z każdą chwilą stawały się bardziej zachłanne. Każda komórka jej ciała poddawała się tym coraz odważniejszym ruchom, a wszelkie obawy topiły w żarze przyspieszonych oddechów.

Potrzebowała go.

Tu i teraz.

Rozpaczliwie.

Odsunęła się delikatnie, dostrzegając jego pożądliwe spojrzenie i lekko zarumienioną twarz.

– Obawiam się, że jeśli nie każesz mi przestać… – wyszeptał, zmysłowo dotykając jej szyi i chociaż nie dokończył, doskonale zrozumiała, co miał na myśli.

– A co jeśli nie chcę, żebyś przestał?

Chwytając go za rękę, zrobiła krok w tył, w stronę łóżka, po czym ostrożnie przysiadła na krawędzi.

Przez ułamek sekundy spojrzał na nią ze strachem, ale dostrzegając w jej oczach absolutną pewność, nie zapytał o nic więcej.

Bez słowa przyklęknął przed nią, nie odrywając wzroku od jej twarzy. Jego dłonie uniosły się lekko, ostrożnie zsuwając z jej ramion długie, jedwabne rękawiczki. Kiedy spojrzał w dół, zobaczył doskonale znajome blizny.

Amelia zamarła na moment. Bała się, że skrzywi się na ich widok, że zobaczy w nich tylko skazę, coś brzydkiego i niechcianego. Jednak tak się nie stało. Zelgadis nie odwrócił wzroku. Delikatnie ujął jej nadgarstki, przysuwając je do swoich ust. Potem pocałował je, jeden po drugim. Jego wargi dotykały ich miękko, chcąc w ten sposób złagodzić cały ból, który kiedyś przeżyła.

Łagodnie pchnął ją w tył, kładąc na łóżku. Zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć, ich wargi spotkały się ponownie. Gdy poczuła nad sobą przyjemny ciężar, przymknęła oczy, a serce zabiło mocniej. Nie przerywając pocałunku, sięgnął do wiązania gorsetu, który miała na sobie. Powoli, nieomal rytualnie, pozbywał się kolejnych splotów, odsłaniając coraz więcej…

Kiedy ostatecznie uwolnił ją z tej części garderoby, odetchnęła głęboko. Jego usta przesunęły się niżej, pieszcząc szyję i obojczyki, kończąc na odsłoniętych piersiach. Świadomość, że teraz mógł swobodnie obserwować jej półnagie ciało, sprawiła, że mimowolnie się zaczerwieniła. Widząc jej chwilowe zawstydzenie, uśmiechnął się szczerze. Bez słowa chwycił za brzeg swojej koszuli, zrzucając ją na ziemię. Jej zamglone spojrzenie przesunęło się po jego poznaczonym bliznami torsie, dostrzegając zawieszony na szyi błękitny kryształ. Zanim zdążyła o to zapytać, zamknął jej usta kolejnym pocałunkiem, sprawiając, że westchnęła z rozkoszy, wyginając ciało w łuk.

– Jesteś piękna… – wyszeptał, a słowa szybko zlały się z jej nierównym oddechem.

– Nie przestawaj…

Tak bardzo chciała, aby ją całował, dotykał i poznawał każdy fragment jej rozpalonego ciała…

Jego dłonie posłusznie wędrowały niżej, kreśląc linie wzdłuż talii. Pewnie schwycił fragment jej sukni, ciągnąc go w dół. Po chwili cała kreacja miękko wylądowała obok łóżka. Teraz jedynie cienki materiał bielizny, oddzielał ich przed całkowitym złączeniem.

Amelia otworzyła oczy, patrząc z ufnością na kochanka. W jego oczach dostrzegła nieme pytanie, ale zamiast odpowiedzieć, jedynie lekko uniosła biodra, pozwalając, aby zsunął z niej ostatnią przeszkodę.

Jej ciało zadrżało w oczekiwaniu. I chociaż teraz była w pełni odsłonięta, myśl, że to właśnie jemu oddaje się całkowicie, sprawiła, że po raz pierwszy od dawna poczuła spokój.

Zelgadis pochylił się lekko, całując jej brzuch. Mruknęła zadowolona, zanurzając dłonie w jego miękkich włosach. Ale chłopak nie zatrzymywał się… Jego pocałunki schodziły coraz niżej i niżej. Jednocześnie dłonie przesuwały się w górę jej nóg, masując skórę i delikatnie rozchylając uda. Kiedy jego język dotknął najczulszego punktu, pisnęła głośno oszołomiona, a cały jej umysł zalała fala absolutnej przyjemności. Nie wiedziała co ze sobą zrobić. Chciała krzyczeć, całować go i błagać, aby nigdy nie przestawał, ale w zamian mogła jedynie pojękiwać głośno, wbijając palce w szorstką pościel. Kiedy jej ciało było już na granicy, niespodziewanie pieszczota ustała. Otworzyła oczy, patrząc półprzytomnym wzrokiem na Zelgadisa, tylko po to, by dostrzec, jak zsuwa spodnie. Po chwili pochylił się nad nią, opierając dłonie po obu stronach jej twarzy. Nie mogła nie zauważyć, jak przystojnym był z tymi zmierzwionymi włosami, lekko spierzchniętymi ustami i zaczerwienionymi policzkami… Uśmiechnęła się z czułością.

– Jeśli nie jesteś gotowa… – zaczął cicho, patrząc na nią tak, jak jeszcze nigdy żaden mężczyzna – z miłością i całkowitą akceptacją.

Nie odpowiedziała słowami, w zamian po prostu przyciągnęła go bliżej, ponownie całując.

Po chwili poczuła go pomiędzy udami. Przesuwał się naprzód, delikatnie ocierając. Jego ruchy były spokojne i pełne czułości.

Kto by pomyślał, że Zel mógł być tak subtelnym i zmysłowym kochankiem?

Ich oddechy i ciała powoli się synchronizowały, a kiedy Amelia poczuła, że jest gotowa, Zelgadis, jakby czytając w jej myślach, wypełnił ją całkowicie. Jęknęła głośno, wbijając palce w jego ramiona i pozwalając sobie na całkowite oddanie się tej rozkoszy.

Tej nocy uczynił z niej kobietę…

***
I jeśli rozsypać bym się mogła,
W niemożliwą wiarę pokładam moc,
Że poskładać byś mnie umiał.
Że myśli me szkaradne, spisywane krwią,
Zakreśliłbyś delikatnie,
A stare słońce wzniosłoby jeszcze nowy świt.
Kiedy strzępy mego świata bierzesz na ręce,
Przepływasz przeze mnie,
Zaburzając krzepliwość.
Gdy rozpadam się na kawałki,
Napadowo i cięgle mi ciebie trzeba.

***

Na koniec kilka uwag. :)

Wiem, że kazałam długo czekać na ten rozdział, ale mam nadzieję, że po przeczytaniu uznacie, że w pewien sposób wynagrodziłam oczekiwanie. 😉

Pisanie ostatniej sceny było dla mnie ciekawym eksperymentem i przyznam szczerze, że pierwszy raz porwałam się na taki opis. Kasowałam i pisałam od nowa chyba trzy razy. Wniosek? Nie spodziewałam się, że o wiele łatwiejsze okaże się opisywanie morderstwa! Bardzo się starałam, aby wyważyć tę scenę odpowiednio. A jak się przekonałam jest naprawdę cienka granica pomiędzy zbytnim kiczem i wulgarnością, przy czym obu tych rzeczy starałam się uniknąć. Jak wyszło? Nie mam pojęcia… ^^” Oddaję w wasze ręce.

Updated: 19 Lipiec 2024 — 16:44

6 Comments

Add a Comment
  1. Wyszło idealnie! Na to liczyłam (⁠^⁠^⁠). Nie ma przesady w żadną stronę! Określiłabym to jako wyważona pikanteria. (Brzmi jak oksymoron), końcówka zostawia pole do popisu dla wyobraźni. Oboje bardzo dojrzali przez te lata. Amelia z zakochanej nastolatki stała się dojrzałą kobietą. Zel zaś przestał oszukiwać samego siebie i pozwolił sobie na miłość.

    Czekam na ciąg dalszy! Część happy endu się zrealizowała

    1. Dziękuję! <3 Cieszę się, że wyszło na tyle dobrze, że się podobało i widać jakiś rozwój postaci. ^^ Co jeszcze znajduje się na liście rzeczy z „happy endu” do odhaczenia? Z ciekawości pytam, haha. 😀

  2. Powtórzę w zasadzie rzeczy, które pisała Belong :). Absolutnie przepięknie czujesz tę granicę. Opisy są wypełnione emocjami, są bardzo sensualne. Czytelnik siedzi z boku, może ich niemalże dotknąć palcami… Jednak dłoń ciekawskiego widza zostaje zawieszona w powietrzu, gdyż wciąż mamy ten bufor niedopowiedzenia. pozostawiający intymność bohaterom. Obserwacja z odpowiedniej odległości jest chyba kluczem do takich scen, co wspaniale ci wyszło :). I tak, jak pisała Belong, widać, że oboje dojrzeli. W pierwszej części mieliśmy romans w zasadzie nastolatki i człowieka po przejściach nie gotowego do związku, tutaj mamy dojrzałą kobietę oraz mężczyznę, który wreszcie robi to, co powinien ^^.

    1. W sumie już zdążyłam Ci odpowiedzieć, ale przy okazji jeszcze raz podziękuję za dobre słowa i wsparcie. <3 😀 Pamiętaj, że nadal czekam na podobne sceny w Rezonansie! 😀

  3. Kiedy planujesz nowy rozdział? Nowinki widzę niezaktualizowane

    1. Maksymalnie do końca tego tygodnia. Byłam na Woodstockowym urlopie. 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© 2018 Frontier Theme