Cz. 2 – Rozdział XX

„Nasza absurdalna normalność”

Zelgadis, Lina i Gourry zerwali się z miejsc niemal równocześnie. Tylko Nirali pozostała nieruchoma, opierając dłonie na kulach.

— Nie zamierzam się ścigać — oznajmiła z lekkim uśmiechem. — Poczekam tutaj.

Zelgadis przytaknął szybko, po czym wraz z przyjaciółmi wybiegł na korytarz.

Tymczasem pukanie do drzwi stawało się coraz bardziej natarczywe, a ktokolwiek tam był, wyraźnie nie chciał dłużej czekać.

Gdy Zelgadis otworzył drzwi, jego oczom ukazał się starszy, przysadzisty mężczyzna. Na oko miał jakieś sześćdziesiąt lat, a jego piegowata, poorana zmarszczkami twarz wyglądała na zmęczoną. Jasne, siwiejące włosy wystawały spod kaptura ciemnego płaszcza, który mocno zaciągnął na głowę. Rozglądał się nerwowo na boki, jakby obawiał się, że ktoś mógł go śledzić.

Zelgadis zauważył, że mężczyzna przewiesił przez ramię wypchaną torbę, która wyraźnie mu ciążyła. Gdyby był, choć odrobinę niższy, torba prawdopodobnie wlokłaby się po ziemi.

Arion spojrzał na Zelgadisa, a potem jego wzrok padł na Linę… i nagle pobladł.

— Na litość… — wychrypiał, robiąc krok w tył. — Czerwony diabeł?! Powinienem się domyślić, że ta domniemana przyjaciółka księżniczki to właśnie ty!

— Arion! — zawołała Lina, składając ręce jak do modlitwy. — Jak miło cię widzieć! Wiesz, że wciąż wspominam naszą cudowną współpracę?

— „Cudowną”?! — Jego głos przeszedł w pisk. — W moim słowniku „cudowna współpraca” nie oznacza sytuacji, w której ktoś podważa absolutnie każdy mój rozkaz, ośmiesza generałów i traktuje wojnę jak własny, prywatny poligon!

— Po prostu przyznaj, że tęskniłeś.

— Za tobą?! Chyba raczej za kolejną kulą ognia, którą KTOŚ przypadkiem rzucił TROCHĘ za blisko!

— Ach, widzę, że wciąż masz ten swój urok. Wiesz, ten, który sprawia, że ludzie odruchowo przewracają oczami.

Zelgadis obserwował to z boku, ale jego myśli krążyły wokół jednego…

Amelia.

Tylko powiedz, że Amelia żyje.

W końcu nie wytrzymał. Chwycił Ariona za ramię – mocniej, niż zamierzał – i wciągnął go do środka.

— Dość tego. Wchodź. Jak Amelia? — Słowa wypaliły mu się na wargach, gorące i niecierpliwe.

Arion przełknął ślinę, strząsnął kaptur z głowy i rozejrzał się po zgromadzonych.

— Jest bezpieczna. Na razie nic jej nie grozi.

Odetchnął, pozwalając, aby koszmary minionej nocy, choć na moment, zeszły na drugi plan.

— W takim razie chodźmy do jadalni. — Wskazał drogę, a Arion, nadal czujnie się rozglądając, ruszył za nim.

Gdy tylko wszyscy znaleźli się we wskazanym pomieszczeniu, Arion z westchnieniem ulgi odstawił ciężką torbę i przeciągnął się, masując ramię.

— To nasza pomoc? — zapytała Nirali, uśmiechając się przyjaźnie.

— Tak, to Arion — potwierdził Zelgadis.

— To jak? — Lina wsparła się o stół, przyglądając mu się uważnie. — Skoro Amelia już cię wtajemniczyła, powiesz nam, jak zamierzasz pomóc?

Królewski doradca zawahał się, rzucając Linie oceniające spojrzenie. W końcu sięgnął do torby i zaczął z niej wyciągać coś białego.

— Oto wasz klucz do zamku — oznajmił z dumą, rozprostowując materiał.

Zelgadis uniósł jeden ze strojów, marszcząc brwi. Był to oficerski mundur w jasnym kolorze, wykonany z solidnego materiału. Jednak uwagę przyciągał przede wszystkim symbol wyszyty na piersi – błękitna gwiazda.

— Nie znam tego herbu… — powiedział powoli, obracając materiał w dłoniach.

— To herb Rimy. — Gourry wskazał na emblemat.

Arion skinął głową.

— Tak. To oficerskie mundury wojsk Rimy. Księżniczka mniej więcej opisała mi wasze rozmiary, więc powinny pasować.

— No proszę… — Lina obejrzała swój egzemplarz ze sceptycznym wyrazem twarzy. — Nigdy nie sądziłam, że zostanę żołnierzem.

— W tych mundurach możecie swobodnie wejść do zamku podczas ceremonii i nie wzbudzać podejrzeń — wyjaśnił Arion. — Oficerowie Rimy są zaproszeni jako oficjalni goście, więc nikt nie będzie zadawał pytań. A kiedy nadejdzie odpowiedni moment, postaram się odwrócić uwagę strażników przy komnatach Raviego.

— Świetnie. — Zelgadis ścisnął materiał, oceniając plan. — Wygląda na to, że mamy swoją drogę do środka.

— I niezły teatrzyk do odegrania. — Lina poklepała mundur z uśmiechem. — No to bawmy się w żołnierzy.

— Sam nie wiem, biały to chyba nie mój kolor… — mruknął nieprzekonany Gourry.

— To nie rewia mody, pacanie! — burknęła czarodziejka. — Jak właściwie udało ci się zdobyć te mundury, Arionie?

— Cóż… — Twarz mężczyzny wyraźnie poczerwieniała. — W nocy zakradłem się do magazynów wojskowych.

— Ukradłeś je?! — Gourry uniósł brwi.

— Pożyczyłem!

Lina zaśmiała się pod nosem.

— A to ci dopiero! Widzę, że naprawdę się postarałeś!

— Ryzykuję dla was głową! — warknął. — Mam nadzieję, że wiecie, co robicie.

— Bułka z masłem — stwierdził pewnie Gourry, przykładając górną część munduru do ciała, aby sprawdzić, czy pasuje.

Doradca Amelii przytaknął ostrożnie.

— Ceremonia zaczyna się o pierwszej. Będę na was czekał w królewskiej bibliotece w samo południe. Wiecie, gdzie to jest?

Lina i Gourry spojrzeli na siebie, wzruszając ramionami, jednak zanim zdążyli zaprzeczyć, Zelgadis im przerwał:

— Ja wiem — przyznał pewnie, wspominając w duchu wszystkie godziny, które spędził na przekopywaniu tego miejsca w przeszłości.

— No tak… Któż by inny… — mruknęła Lina, uśmiechając się lekko.

— W bibliotece. W samo południe — podsumował poważnie Arion, patrząc uważnie na grupę przyjaciół. — Jeśli coś pójdzie nie tak, musicie wiedzieć, że nie będę mógł pomóc. A teraz muszę już wracać, zanim ktoś zacznie się zastanawiać, gdzie zniknąłem.

— Nie martw się, już nie raz używaliśmy podobnych sztuczek — odpowiedział Gourry z uśmiechem.

— To prawda. — Lina odwzajemniła uśmiech. — A tym razem nawet nie będziecie musieli przebierać się za kobiety!

Zelgadis zesztywniał.

— Naprawdę musisz to wyciągać?

— Oczywiście, że tak.

— Za kobiety? — Nirali wyprostowała się z wyraźnym zainteresowaniem.

Zelgadis przewrócił oczami wyraźnie zirytowany.

— Błagam, nie wracajmy do tego! Lepiej już idź! — Złapał Ariona za ramię i szybko wyszedł na korytarz.

Starał się ignorować docierające z jadalni głosy, jednak wszystko wskazywało na to, że Lina nie zamierzała odpuścić takiej okazji i teraz opowiadała Nirali o ich wcześniejszych przebierankach. Ze szczegółami, oczywiście. Ostatnim, co zdołał usłyszeć, był szczery śmiech siostry.

Kiedy dotarli do wyjścia, Arion przystanął.

— Ach, jeszcze jedno… — powiedział, prostując się i spoglądając na Zelgadisa z nieco dziwnym wyrazem twarzy. — Pan jest… panem Zelgadisem, prawda?

Zelgadis zmrużył oczy.

— Dlaczego pytasz?

— Ja tylko… — Arion westchnął i machnął ręką. — Nieważne. Przekazuję tylko wiadomość.

Poprawił płaszcz, próbując dodać sobie powagi, a potem odchrząknął i powiedział powoli, wyraźnie, jakby cytował coś, czego zupełnie nie rozumiał:

— Księżniczka kazała przekazać, że miał pan rację. A królewskie komnaty, z powodu dużej ilości kurzu, wymagają częstego wietrzenia.

Zelgadis zamarł.

Nie odpowiedział, ale jego usta drgnęły w ledwie dostrzegalnym uśmiechu.

Wiedział.

Wiedział dokładnie, co Amelia chciała mu przekazać.

Chciała, żeby przyszedł. Żeby zakradł się do zamku.

— Hm… — mruknął Arion, marszcząc brwi i skubiąc podbródek w zamyśleniu. — Może powinienem przydzielić jej nową służbę. Przecież to niedopuszczalne, żeby w królewskich komnatach był taki bałagan…

Zelgadis już go nie słuchał.

— Dziękuję za wiadomość. Przekaż Amelii, że przykro mi to słyszeć i tak, zdecydowanie powinieneś zadbać o jej zdrowie — przytaknął poważnie, otwierając drzwi.

Mężczyzna zerknął na niego podejrzliwie, ale nie drążył tematu. Naciągnął kaptur i wyszedł, znikając wśród drzew.

Zelgadis stał w miejscu jeszcze chwilę, wsłuchując się w cichy odgłos oddalających się kroków. Dopiero gdy te całkowicie ucichły, pozwolił sobie na szczery uśmiech.

Miał jasny sygnał.

Amelia czekała.

— No, no. To bardzo znaczący uśmiech. — Za jego plecami Lina opierała się o ścianę, patrząc na niego z uniesioną brwią. — Mogłabym się założyć, że właśnie dostałeś jakieś sekretne instrukcje.

— Może. — Zelgadis rzucił jej krótkie spojrzenie i zawrócił w stronę jadalni.

— Oczywiście, że może. — Lina ruszyła za nim. — A może powiesz nam, co to za wiadomość?

— To nic, czym musisz się przejmować.

— Och, czyli jakaś twoja sprawa. — Jej oczy błysnęły. — A twoje sprawy zwykle stają się naszymi.

— Lina…

— Dobra, dobra. — Uniosła ręce w geście poddania. — Udajmy, że ci wierzę.

Weszli do jadalni, gdzie Gourry właśnie eksperymentował z upięciem płaszcza munduru w sposób, który wyraźnie nie miał sensu, a Nirali patrzyła na to z rozbawieniem.

— I co? — zapytała, spoglądając na brata.

— Arion wraca do zamku. — Zelgadis przeszedł przez pokój i usiadł na swoim miejscu. — Mamy mundury. Mamy plan. Wiemy, gdzie i kiedy się spotykamy.

— Brzmi prosto. — Gourry poprawił płaszcz, który opadł mu na oczy. — Czyli co teraz?

— Teraz czekamy na odpowiedni moment.

— Czyli całe pięć dni. — Lina wsparła się łokciem o stół, patrząc na przyjaciela z zainteresowaniem. — A w międzyczasie co?

— Ustalamy szczegóły. Odpoczywamy. — Zelgadis przesunął palcami po materiale oficerskiego płaszcza, jednak jego myśli już zaczęły krążyć wokół nocy, zamku i drogi do komnat Amelii.

Bo choć mieli plan, miał też coś więcej.

Zaproszenie.

A to oznaczało, że tej nocy nie zamierzał czekać bezczynnie.

***

Popołudnie minęło w nieoczekiwanie spokojnej atmosferze. Wiedząc, że Amelia jest bezpieczna, Zelgadis pozwolił sobie na chwilę oddechu. Dodatkowo pani Alveron zaszyła się gdzieś w swoich kwaterach i więcej nie niepokoiła ich swoją obecnością, co przyjął z wdzięcznością.

Siedzieli w jadalni, przy niedopałkach świec, a Gourry i Lina właśnie opowiadali z przejęciem o ostatnich latach spędzonych na włóczędze, kiedy podążali śladami Xellosa.

Zelgadis uświadomił sobie, jak bardzo brakowało mu tego specyficznego połączenia – aroganckiej pewności siebie Liny i dziecięcej radości z kolejnej przygody Gourry’ego.

„Trzy lata” — pomyślał, obserwując, jak Gourry kręci głową w rytm opowieści. „Trzy lata w piątym filarze, a wystarczyło kilka godzin z nimi, żebym znów poczuł się…”

Nie dokończył tej myśli, bo Lina właśnie uderzyła pięścią w stół, przywołując jego uwagę.

— Więc byliśmy w Atlas, badając kolejny, fałszywy trop o Xellosie… Oczywiście wtedy nie wiedzieliśmy, że był fałszywy.

Gourry westchnął dramatycznie.

— To było to słynne nieomylne źródło informacji od tego gościa z tawerny, co pachniał jak zmokła koza.

— Tak, tak, wasz ulubiony rodzaj informatora — wtrącił Zelgadis, próbując opanować drżenie kącików ust.

— W każdym razie — ciągnęła Lina — trafiamy do tej opuszczonej świątyni, a tam… — Jej oczy rozbłysły tym szczególnym światłem, które zawsze zapowiadało katastrofę. Zelgadis poczuł dziwny ucisk w klatce piersiowej i szczerą tęsknotę za tym błyskiem. — Okazało się, że to nie świątynia, tylko gigantyczne składowisko magicznych podręczników!

Nirali uniosła brew.

— I co? Znaleźliście Xellosa?

— Gdzie tam! — parsknął Gourry. — Za to Lina przypadkiem aktywowała zaklęcie ożywiające książki.

— Skąd miałam wiedzieć, że ta szafa to pułapka? Wystarczyło, że się na nią oparłam! — Lina rozłożyła ręce w geście niewinności, który znał aż za dobrze.

— W ciągu pięciu minut byliśmy atakowani przez latające tomiszcza — kontynuował Gourry, machając ręką. — Najgorsze były te o gotowaniu! Rzucały w nas małymi kulami ognia!

Zelgadis zakrył twarz dłonią, ale jego ramiona zadrżały od tłumionego śmiechu.

— I jak się wydostaliście?

— Standardowo — Lina wzruszyła ramionami. — Wysadziłam pół budynku. Chociaż… — Jej twarz przybrała wyraz udawanego smutku. — Szkoda tych wszystkich przepisów kulinarnych.

Gourry pokiwał poważnie głową.

— Najsmutniejsza strata to ta o pieczeniu ciastek. Miałem ochotę spróbować…

Nirali zaśmiała się cicho.

— Więc cała wasza podróż za Xellosem to seria katastrof?

— Nie cała! — zaprotestowała Lina. — Znaleźliśmy za to mnóstwo innych rzeczy. Na przykład…

— Na przykład sposób, jak w trzy sekundy zamienić cały gmach w stos gruzu — mruknął Zelgadis, ale w jego oczach błyszczało rozbawienie.

Lina tylko się uśmiechnęła.

— To też jest cenna umiejętność!

Chciał rzucić jakąś ripostą, ale zanim zdołał, uświadomił sobie coś z przerażającą jasnością – tęsknił za tym. Za tymi bezsensowymi kłótniami, szalonymi przygodami i głupimi uśmiechami, które tak często potrafiły wyprowadzić go z równowagi.

Odwzajemnił uśmiech. Prawdziwy, niepowstrzymany, pierwszy od tak dawna, że niemal zapomniał, jak to się robi. W tej chwili, przy tym stole, w blasku dogasających świec, na moment pozwolił sobie na tę absurdalną, dawno zapomnianą, normalność, której nigdzie indziej nie mógł znaleźć.

***

Gdy słońce zaczęło chylić się ku zachodowi, Zelgadis wymknął się do swojego pokoju, by przebrać się w mundur Rimy.

Mundur leżał niemal idealnie, ale kolor… Biały. Dziwnie było patrzeć na siebie w takim odcieniu. Przywykł do naturalnych barw, do tego, by wtapiać się w otoczenie, a nie odbijać światło.

Właśnie stał przed lustrem, dopinając oficerski pas, gdy drzwi otworzyły się z impetem.

W progu zobaczył Nirali, a za nią Lina i Gourry, oboje przyglądający mu się z niemal identycznym wyrazem twarzy – oskarżycielskim i doskonale świadomym jego zamiarów.

— No, no. — Lina przechyliła głowę. — I kiedy zamierzałeś nam powiedzieć, że wymykasz się w nocy?

— Huh? — Gourry zmarszczył brwi. — Myślałem, że dopiero na ślubie Amelii mamy udawać żołnierzy.

— Bo tak miało być — wtrąciła Nirali. — Więc, Zel?

Zelgadis zastygł z płaszczem w ręku.

— Skąd…

— A jak myślisz? Naprawdę zapomniałeś, że wyczuwam twoje emocje? Od spotkania z Arionem coś się w tobie wyraźnie zmieniło — kontynuowała Nirali, podchodząc bliżej. — Wyczułam twoje podekscytowanie, napięcie, a przede wszystkim, że coś ukrywasz.

Zelgadis poczuł, jak gorąco rozlewa się po jego karku. Przeklęta więź… Zdecydowanie powinien był przewidzieć, że go przejrzą.

— I oczywiście natychmiast nam powiedziała — dodał Gourry, wskazując na Nirali. — Bo jesteśmy drużyną. A drużyna nie pozwala sobie nawzajem wpadać w kłopoty.

— Dodajmy do tego jeszcze te twoje sprawy, o których wspomniałeś — dorzuciła Lina — I co za niespodzianka! Okazuje się, że znowu kombinujesz coś na własną rękę!

Westchnął, ale nie zaprzeczył. Oparł się o ścianę i powoli wyjaśnił:

— Amelia czeka na mnie w zamku. To nie jest część oficjalnego planu. Zostawiła wiadomość tylko dla mnie.

— Aha! Więc to tak. — Lina założyła ręce na piersi. — Księżniczka chce się z tobą spotkać w sekrecie. Romantycznie.

— Lina…

— A jeśli cię złapią?

— Nie złapią.

Gourry prychnął.

— No tak. Bo Zelgadis nigdy nie wpada w tarapaty.

— Wpadam. — Zelgadis uśmiechnął się lekko. — Tylko zawsze z nich wychodzę.

Lina złożyła ręce na głowie, wyraźnie walcząc z pokusą rzucenia w niego czymś ciężkim.

— Dobrze. Idź. Ale jeśli do rana nie wrócisz, szturmujemy zamek, nie czekając na żaden ślub.

— Spodziewam się, że tak zrobicie. — Skinął głową, a potem spojrzał na Nirali. — Pilnuj ich.

— A ty obiecaj przesłać mi informację, jak tylko dostaniesz się do zamku! — poprosiła w odpowiedzi, mając na myśli telepatię.

Zelgadis przytaknął w milczeniu i zanim ktokolwiek zdążył zaprotestować, zniknął w ciemnym korytarzu, zabierając ze sobą pozostałe elementy stroju.

Lina zaklęła pod nosem i zwróciła się do Gourry’ego:

— No dobra, geniuszu. Skoro on idzie się bawić w Romea, my musimy być przygotowani. Jak myślisz, ile czasu zajmie ci opanowanie tego munduru?

Gourry spojrzał na nią wyraźnie zagubiony.

— Hmm… Dwa dni? To jest dużo klamer. I te guziki…

— W takim razie nie ma na co czekać. Zaczynamy trening.

— Czy muszę nosić te buty? Są takie… sztywne.

— Tak, musisz.

— A jeśli się potknę?

— To będzie pierwszy raz, kiedy twój instynkt walki cię zawiedzie?

Gourry zamrugał, jakby właśnie przeżył olśnienie.

— Hej! Masz rację!

Lina uderzyła się otwartą dłonią w czoło.

— Po prostu się przebierz…

***

Po chwilowym wahaniu pomiędzy „więcej dramatu”, a „dajmy im odetchnąć” – wybrałam ostatecznie drugą opcję, także mam nadzieję, że nikt nie poczuje się rozczarowany. Myślę, że taki moment był potrzebny bohaterom, bo w końcu nie widzieli się kawał czasu.

Druga sprawa, że chciałam, aby ten rozdział był dłuższy – mam już w głowie kolejne dwie, dłuższe sceny, ale… Jest prawie 23 w niedzielę więc do wyboru miałam wrzucić, co jest, albo kisić dalej. Tu wybrałam opcję nr. 1 😉

Updated: 31 Marzec 2025 — 00:59

4 Comments

Add a Comment
  1. Hej! Jestem w szoku, że wyrobiłaś się z terminem! Fajny, lekki rozdział, rozluźniajacy atmosferę.

    1. Staram się! Chyba i tak idzie mi lepiej niż na przestrzeni niektórych lat, jeśli chodzi o tempo pisania. ^_^

      Cieszę się, że się podobało. <3

  2. Super! Taaaak, bohaterowie zasłużyli na chwilę odpoczynku ^^. Przemiły rozdział, przemycający tę słodką myśl, że Zelgadis wreszcie czuje się jak w domu. Myślę, że podjęłaś super decyzję ^^.

    1. Czyli nie było się czego bać. 😀 Nie ograniczyłaś mojej swobody twórczej, a może wręcz wyszło na lepsze. 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© 2018 Frontier Theme