Cz. 2 – Rozdział XVI

„Goni nas czas”

– Musisz zacisnąć mocniej – poleciła spokojnie Amelia.

Zelgadis stał za nią już od kilku minut, niezgrabnie walcząc z delikatnymi wstążkami gorsetu. Jego dłonie drżały lekko, gdy próbował przeciągnąć wiązanie przez ciasne oczka. Jak na złość wstążki wydawały się żyć własnym życiem, wymykając się z jego palców i tworząc plątaninę, którą coraz trudniej było okiełznać.

– Jak w ogóle możesz w tym oddychać? – zapytał z lekkim zakłopotaniem, gdy w końcu udało mu się wykonać kilka poprawnych splotów.

– Uwierz, też tego nie znoszę.

– Skoro tak, to po co ci ta suknia? Mógłbym poprosić Linę, żeby przyniosła coś wygodniejszego…

– Tak jest bezpieczniej, Zel – przerwała szybko. – Pamiętaj, oficjalnie zostałam porwana. Jeśli ktokolwiek zacznie mnie tu szukać…

– I co? Chyba nie zamierzasz chodzić w tej sukni przez resztę życia? – zapytał rozbawiony, ostatecznie kończąc wiązanie gorsetu. – Już. Skończyłem.

Amelia nie odpowiedziała. W zamian jedynie obróciła się w jego stronę, obdarzając słabym uśmiechem. Nagle w jej oczach dostrzegł coś niewypowiedzianego, co sprawiło, że zastygł w bezruchu.

– Coś nie tak? – podjął z obawą.

Amelia powoli pokręciła głową.

– Powinniśmy już iść, spotkać się z Liną i Gourry’m. Nie wiem, która godzina, ale obstawiam, że minęło południe. Pewnie na nas czekają.

Przytaknął niepewnie, ale zamiast ruszyć do wyjścia, uniósł dłoń, delikatnie łapiąc kosmyk jej włosów.

– Urosły… – zauważył cicho, przesuwając palcami wzdłuż pasma, które sięgało za ramiona.

Amelia przysunęła się bliżej, przytulając do jego piersi.

– Naprawdę musimy iść.

Westchnął ciężko, zbierając się w sobie. Wiedział, że czekająca ich rozmowa będzie trudna. Wiedział też, że nie mogli jej dłużej odwlekać…

***

Kiedy znaleźli się w ciemnym tunelu, odruchowo chwycił dłoń Amelii. Wspólnie ruszyli po stromych schodach, prowadzących na wyższą kondygnację. Wyszli na szeroki korytarz, którego bielone ściany odbijały światło, wpadające przez wysokie, łukowate okna. Z naprzeciwka, z równego rzędu portretów, spoglądały na nich poważne twarze członków rodu Alveron, oprawione w ciężkie, złocone ramy.

Zelgadis rzucił zdezorientowane spojrzenie Amelii, która wzruszyła ramionami, równie zaskoczona.

– Chyba nie tego się spodziewałem – mruknął, ciągnąc ją dalej przez posiadłość.

– Cała Lina…

W ciszy mijali kolejne zamknięte drzwi, nie bardzo wiedząc, gdzie szukać przyjaciół. Ich kroki odbijały się głośno na drewnianym parkiecie, potęgując wrażenie wielkości i pustki panującej w posiadłości. Korytarz kończył się dwuskrzydłowymi drzwiami, które odcinały dalszą drogę. Zelgadis pchnął je lekko i odetchnął z ulgą.

Salon kipiał przepychem, typowym dla szlacheckich rezydencji. Kryształowy żyrandol, zawieszony pod zdobionym sufitem, rzucał ciepłe światło na antyczne meble i eleganckie tapety w złote wzory. Przy stole, ustawionym w centralnej części pokoju, siedzieli Lina, Gourry i Nirali, pochłonięci cichą rozmową.

– Nareszcie! – zawołała Lina, podnosząc wzrok na wchodzących Zelgadisa i Amelię. Jej oczy zabłysły z ulgą, gdy dostrzegła ich splecione dłonie. – Już myślałam, że o nas zapomnieliście, albo, że coś innego was zatrzymało… – dodała dwuznacznie.

Zelgadis poczuł, że się czerwieni, jednak zanim zdążył odpowiedzieć, Gourry poderwał się z miejsca jak oparzony.

– Zelgadis?! – wykrzyknął podekscytowany. – To naprawdę ty! Tak się cieszę! – W dwóch szybkich ruchach znalazł się obok, zamykając go w mocnym uścisku.

– Gourry… Zaraz mnie udusisz.

– Och! Wybacz! – szermierz zaśmiał się serdecznie, luzując uścisk. – To pewnie przez to nowe ciało. Będę musiał się przyzwyczaić, ale nie licz, że z tego powodu dam ci fory na treningu!

Zelgadis uśmiechnął się ciepło, przypominając sobie wszystkie razy, kiedy razem z Gourry’m pojedynkowali się na miecze.

– Dobrze cię widzieć.

Gourry odpowiedział szerokim uśmiechem, po czym spojrzał na Amelię.

– Za tobą też tęskniłem.

Amelia uniosła dłonie, pozwalając objąć się delikatnie.

Zelgadis zerknął w stronę stołu. Nirali przyglądała mu się z uśmiechem. Ruszył w jej stronę, przyklękając naprzeciw. Dopiero teraz dostrzegł opatrunki na jej nogach i prowizoryczne kule oparte o krzesło.

– Jak się czujesz? – zapytał troskliwie, kładąc dłoń na jej kolanie.

– Będzie dobrze, nie musisz się martwić.

– Dlaczego nie rzuciliście zaklęć leczących?

– Rzuciliśmy – wyjaśniła spokojnie Lina. – Ale kości Nirali zostały… jakby to powiedzieć…

– Zmiażdżone – dokończyła Nirali, posyłając Linie karcące spojrzenie. – Chyba tego słowa szukałaś.

– Przecież już cię przeprosiłam! Skąd miałam wiedzieć, że akurat tam będziecie… – burknęła Lina, krzyżując ramiona na piersi w obronnym geście.

Zelgadis westchnął ciężko. Wiedział, że zaklęcia leczące lepiej radziły sobie z urazami tkanek miękkich, ale kości… Zaklęcia pomagały je poskładać, ale sama kość wymagała czasu, zanim znów będzie tak mocna, jak wcześniej. Jeśli zbyt szybko obciąży zranioną nogę, istniało ryzyko, że dojdzie do kolejnego złamania.

– Ile to potrwa? – zapytał cicho.

– Ciężko stwierdzić. Kość lewej nogi była zmiażdżona. Myślę, że Nirali powinna odpoczywać przez kilka dni.

Ostatnią uwagę przemilczał, posyłając siostrze zmartwione spojrzenie. Ta zdawała się idealnie odczytywać jego myśli.

– Coś nie tak? – wtrąciła Lina. – Cóż wiem, że szuka nas całe królestwo i okoliczności może nie są najlepsze, ale mamy czas. Możemy się tu zatrzymać na kilka dni.

„Mamy czas?”

Zelgadis szczerze nienawidził tego stwierdzenia. Od lat miał wrażenie, że czasu zawsze mu brakowało, kiedy naprawdę go potrzebował, a później wracał w nadmiarze, gdy mógł jedynie bezradnie czekać.

– To nieco bardziej skomplikowane – wyjaśnił poważnie, zajmując miejsce obok Nirali. Amelia i Gourry usiedli naprzeciwko, obok Liny. – Mam wam coś ważnego do powiedzenia, więc jeśli pozwolicie, to my zaczniemy. Tym razem nie chcę niczego ukrywać.

Przyjaciele skinęli niepewnie, czekając na ciąg dalszy.

Zelgadis westchnął, posyłając siostrze zmartwione spojrzenie.

– Nawet nie wiem, od czego zacząć… – stwierdził w końcu.

– Może opowiesz nam, jak udało ci się odzyskać ciało? – podsunęła cierpliwie Lina.

Skinął z wdzięcznością, odruchowo sięgając po zawieszony na piersi kryształ.

– Czy to…? – Lina gwałtownie pochyliła się nad stołem, uderzając dłońmi w blat. – Kryształ Złodzieja Dusz! Tylko mi nie mów, że ten gnój przeżył! Chyba nie zawarłeś z nim żadnego układu?!

Zelgadis drgnął zaskoczony.

– Co? Nie… ja…

– To nie tak – przerwała szybko Nirali. – Jashe nie żyje, tak samo, jak pozostałe demony, poza Acedią. Znalazłam ten kryształ po jego śmierci. Pamiętałam, co Zel powiedział po tym, jak odbiliśmy Amelię z Dworu Śmierci. To właśnie z pomocą tego kryształu Jashe był w stanie przywrócić mu ludzki wygląd. Uznałam, że warto spróbować i przez trzy lata pracowałam nad tym z Erykiem. Zel nic o tym nie wiedział, aż do zeszłego tygodnia.

Lina opadła na krzesło, wyraźnie uspokojona.

– Rozumiem… Przez chwilę się bałam, że znowu wpakowałeś się w coś niedobrego.

Zelgadis przełknął ciężko.

– Jak do tego doszliście? – zapytała Amelia. – Zelgadis szukał sposobu przez wiele lat…

– To nie jest jakiś tam zwykły kryształ – wyjaśniła Nirali. – To potężny artefakt. Może rozszczepić duszę wskazanej osoby. Jeśli użyć jego mocy na zwykłym człowieku efekt byłby okropny…

– Nieumarli… – szepnęła księżniczka.

– Dokładnie. Jednak przypadek Zela był inny. Kiedy zmieniono go w chimerę, jego duszę związano z energią dwóch innych bytów. Wyizolowaliśmy te energię i zamknęliśmy w krysztale. Zel miał szczęście, że mamy Eryka, to niesamowicie zdolny alchemik.

– Mówisz, że zamknęliście energię w krysztale – podsumowała rzeczowo Lina. – Co się stanie, jeśli kryształ ulegnie zniszczeniu?

– Podejrzewam, że to samo, co za pierwszym razem. Po śmierci Jashe kryształ uległ uszkodzeniu, a Nieumarli wrócili do swojej pierwotnej postaci.

– To znaczy, że znów będę chimerą – dodał Zelgadis, patrząc na zdezorientowane twarze przyjaciół.

– Och… – sapnęła Lina, patrząc na niego z nagłym współczuciem.

Spojrzał na Amelię, jednak w jej twarzy nie dostrzegł żadnej zmiany. Odetchnął z ulgą, uświadamiając sobie, że jego wygląd naprawdę nie miał dla niej znaczenia.

– To w porządku. – Uśmiechnął się lekko. – To i tak więcej niż mogłem oczekiwać i przecież nie zamierzam rzucać tym o ścianę.

Przyjaciele odpowiedzieli ciepłym uśmiechem.

– Nirali, powiedziałaś, że Acedia przeżyła. Co się wydarzyło po naszym odejściu z piątego filaru? Co z Tamaki’m i Mayą? – zagadnęła ponownie Amelia, zmieniając temat.

– Są cali i zdrowi. Odwiedzają nas czasem.

– Kiedy odeszliście… – Zelgadis nabrał powietrza, czując nieprzyjemny ścisk w gardle – demony zniszczyły całe miasto. Było mnóstwo ofiar… Szczerze mówiąc, nie miałem wielkich nadziei. Myślałem, że nas też zabiją. To Maya nas uratowała. Jakimś cudem przekonała Acedię, żeby pomogła aktywować pełną moc naszych mieczy. Z Nirali mieliśmy ostatnią szansę, żeby zaatakować. Wtedy się pojawiły, Maya i Acedia. Bliźniacze Ostrza zareagowały na ich energię…

– Połączona moc Boskiego Władcy i Demonicznego Lorda… – mruknęła Lina. – Doszło do pełnej fuzji?

Zelgadis przytaknął w milczeniu.

– To dlatego oszczędziliście Acedię, zabijając jedynie pozostałych?

– To nie my ich zabiliśmy.

– Ale… przecież powiedziałeś…

– Powiedziałem, że miecze osiągnęły pełną fuzję, tak.

– Och, nie! – sapnęła nagle Amelia, uświadamiając sobie, co tak naprawdę musiało się stać. – Przywołaliście Matkę Koszmarów…

Zelgadis uśmiechnął się kwaśno.

– Tak. Ale było inaczej, niż zakładały demony. Zanim zdążyli choćby zareagować, unicestwiła ich.

– Cholera… – rzucił Gourry, patrząc na Linę, która nagle zbladła.

– Nie róbcie takich min. Nie było tak źle – stwierdziła Nirali. – Do ZŁEJ części dopiero dojdziemy – dodała, patrząc z wyrzutem na brata.

Zelgadis poruszył się niespokojnie, nerwowo poprawiając kołnierz.

– Tak… – wymamrotał, ignorując ostatnią uwagę. – Jak widzicie, Matka Koszmarów nas oszczędziła. Co więcej, naprawiła cały piąty filar. Nie uwierzylibyście, ale wygląda, jakby nigdy nie było tam żadnej wojny.

– Chciałabym to zobaczyć… – stwierdziła nostalgicznie Amelia.

– Nie wiem, czy będziesz miała okazję, księżniczko. Zel nie cierpi tego miejsca. Ale mówiąc o powrotach… – naciskała Nirali.

– Domyślam się, że to jest ta ZŁA część, o której wspomnieliście? – zapytała Lina, nie spuszczając wzroku z przyjaciela.

Zelgadis milczał przez moment. Zerknął na Amelię, dostrzegając w jej oczach kłębiące się pytania.

– Ostatnie trzy lata spędziłem na szukaniu sposobu, aby wrócić. Przekopałem się chyba przez wszystkie możliwe księgi na temat podróży między wymiarami i… próbowałem złamać przysięgę krwi.

Amelia zbladła, zagryzając wargi.

– Pierwszą przeszkodą był… czas – zaczął poważnie. – Nie miałem żadnej gwarancji, że płynie podobnie w naszych wymiarach. Myśląc o powrocie, nie wiedziałem czego się spodziewać. Czy w waszym świecie minęło kilka dni, lat, a może całe ich setki? To nie dawało mi spokoju. Dużo o tym myślałem i doszedłem do wniosku, że od początku się myliliśmy.

– Co masz na myśli, Zel? – dopytała Lina.

– Po pierwsze musiałem założyć, że tu i w piątym filarze czas płynął równolegle, przynajmniej do dnia, w którym po raz pierwszy otworzyliśmy przejście.

– Skąd możesz to wiedzieć? Przecież wcześniej nas tam nie było, nawet nie wiemy, jaki był tam rok i… – Lina urwała nagle, patrząc przytomnie na Zelgadisa i Nirali. – Och! No, tak…

– Chociaż ja i Nirali jesteśmy bliźniętami, teraz jest ode mnie starsza o cały rok. Ten rok straciliśmy, po raz pierwszy otwierając przejście. Dopiero wtedy równowaga pomiędzy naszymi dwoma wymiarami uległa zakłóceniu, a czas w piątym filarze zaczął płynąć znacznie szybciej.

– Nie wiem, jak mogliśmy wcześniej o tym nie pomyśleć…

– Chyba po prostu mieliśmy sporo innych kłopotów. – Wzruszył ramionami, rzucając siostrze krótkie spojrzenie. – Miałem pewną teorię, jednak aż do teraz nie mogłem jej potwierdzić. Nie wiedziałem, czy doszło do kolejnego przeskoku, kiedy opuszczaliście piąty filar. To była moja wielka niewiadoma.

– Nie doszło do żadnego przeskoku – wyjaśniła cicho Amelia. – Tu minął nieco ponad dzień, za cały ten czas, kiedy byłam w piątym filarze. Kiedy wróciłam, prawie dwa kolejne dni spędziłam w zajeździe na obrzeżach Saillune. Potem wróciłam na zamek i dowiedziałam się, że ojciec zmarł trzy dni temu…

– Przykro mi, Amelio.

– W porządku – odpowiedziała spokojnie, posyłając mu słaby uśmiech. – Cieszę się, że nie minęły te setki lat, inaczej byśmy się nie spotkali.

Przytaknął nieśmiało.

– Dopiero teraz mam pewność, że moja teoria okazała się słuszna. Zakładałem, że kiedy Matka Koszmarów naprawiła piąty filar, mogła także ponownie ustabilizować linie czasu.

– Ma to sens – przyznała Lina. – Nie bałeś się, że jeśli ponownie użyjecie przejścia, to znowu dojdzie do zakłóceń?

Westchnął ciężko, wiedząc, że zbliża się do najgorszego punktu opowieści.

– Bałem się, jednak ostatecznie okazało się, że wcale nie musieliśmy używać przejścia. Przypuszczam, że gdyby to było konieczne, Nirali nie odważyłaby się pójść ze mną i zostawić Eryka.

– Zel… – Lina spojrzała na niego znacząco. – Co zrobiłeś?

– Zawarłem układ z Acedią.

– Cholera! – Czarodziejka zerwała się z krzesła, wyrzucając dłonie ku górze. – Wiedziałam, po prostu wiedziałam, że to było zbyt piękne!

– Lina, spokojnie – spróbował nieśmiało Gourry.

– Nie proś mnie o spokój, Gourry. Ostatnim razem, kiedy ten idiota zawarł układ z tym przeklętym demonem, zniknął na trzy lata. Co będzie tym razem? Co jej obiecałeś, Zel? – zapytała, patrząc mu twardo w oczy.

Zelgadis z obawą prześlizgnął wzrokiem po znajomych twarzach, dostrzegając w każdej mieszaninę różnych emocji, począwszy od szoku, przez strach i oburzenie.

– Nie miałem wyboru – odpowiedział z przekonaniem. – Poszedłem do Acedii, prosić ją o pomoc. Nie ważne, jak bardzo bym nie próbował, nie można złamać przysięgi krwi. Zwolnić z niej może jedynie osoba, z którą ją zawarłeś. Acedia w zamian za rozwiązanie przysięgi zażądała Łzy Matki Koszmarów. To dlatego pozwoliła mi tu wrócić. Powiedziała mi o innych przejściach, z których ja i Nirali możemy korzystać. Dzięki temu nie musiałem otwierać głównej bramy pomiędzy wymiarami.

– Nie wierzę… – Lina odeszła od stołu, nerwowo spacerują wzdłuż ściany.

Na moment ogarnęła ich nieprzyjemna cisza.

Zelgadis ponownie spojrzał na Amelię, zauważając, że jej twarz nagle stała się wyjątkowo odległa i zamyślona. Już miał wstać i do niej podejść, gdy Lina ponownie się odezwała:

– Wiesz co to za artefakt, prawda? I co ona może z nim zrobić?

– Wiem, Lina. Ale co miałem zrobić? Przysięga krwi była nierozerwalna. Acedia była jedyną osobą, która mogła mnie z niej zwolnić. Gdybym nie zawarł z nią układu, nigdy bym nie wrócił.

Przyjaciółka westchnęła zrezygnowana, nagle przystając i patrząc wprost na niego.

– To nie tak, że nie chciałam, żebyś wrócił. Tęskniłam. Cholernie tęskniłam! Ale Acedia to demon, Zel… Dawać jej coś takiego? – Pokręciła głową wyraźnie zagubiona.

– Acedia… nie jest taka jak inne demony – przyznał niepewnie, zdzwiony własnymi słowami.

– Nie jest taka jak inne demony? – prychnęła, nie kryjąc sceptycyzmu. – To demon, Zel. Zmieniają się tylko wtedy, gdy im to odpowiada, a potem znowu uderzają. Nie oszukuj się.

– Przynajmniej ktoś podziela moje obawy – przytaknęła Nirali, patrząc surowo na brata.

– Przestańcie! Obie! – Amelia wstała raptownie, podchodząc do Zelgadisa i stając przy jego boku. – Lina, mówisz tak, jakbyś miała mu za złe!

– To nie tak… Po prostu boję się powtórki. Co Acedia zamierza zrobić ze Łzą?

– Obiecała, że nie użyje jej, aby kogokolwiek skrzywdzić – zapewnił.

– To jakiś początek… – przyznała czarodziejka, masując skronie w zamyśleniu.

– Ale, Lina… Przecież my i tak nie wiemy, gdzie jest ta Łza – wtrącił Gourry. – Szukaliśmy jej.

Słysząc słowa Gourry’ego, poczuł, jak przygniatająca fala rezygnacji wypełnia całe wnętrze. Jego wzrok przygasł, a usta na moment drgnęły, jakby chciały wyrazić sprzeciw, ale zabrakło mu siły.

„Nie wiedzą, gdzie jest Łza.”

Zamiast wybuchać emocjami, po prostu westchnął, a jego głos był ledwie słyszalny, gdy odpowiedział: „No cóż, nie ma co się łudzić.” To była smutna akceptacja sytuacji. W tej chwili zdał sobie sprawę, że muszą po prostu iść dalej…

Drgnął zaskoczony, czując pocieszający uścisk Amelii na ramieniu.

– Acedia dała nam czas – zaczął, kierując słowa do ukochanej. – Mamy jeszcze dwadzieścia siedem dni. Jeśli do tego czasu nie odnajdziemy Łzy, będę musiał… – urwał, niezdolny do wypowiedzenia ostatniego słowa. – Wiedziałem, że mogę jej nie odnaleźć, albo po prostu nie zabrać, jeśli okazałoby się to zbyt niebezpieczne. Chciałem po prostu was zobaczyć. Przekonać się, że jesteście bezpieczni… To wszystko.

– Ja wiem, gdzie jest Łza.

 

***

Rozdział z serii „mało akcji, ale nakreślenie sytuacji też jest ważne”. :) Poza tym wykorzystałam sobie ten fragment do załatania jednej z największych dziur fabularnych w całym opowiadaniu także kurtyna. 😉

Updated: 25 Listopad 2024 — 00:35

6 Comments

Add a Comment
  1. Zaskoczyłaś mnie! Nie spodziewałam się, że Amelia tak spokojnie przyjmie wiadomość o jedynym miesiącu jaki mają.

    1. Czy spokojnie? Tak i nie. Jakby nie patrzeć, Amelia usłyszała jaki jest warunek odzyskania Zelgadisa – mają dostarczyć Łzę – a ona przecież wie, gdzie ta się znajduje. Jednak reakcja Amelii ma też swoje drugie dno, co szerzej rozpiszę w najbliższym rozdziale. :)

  2. Wreszcie przeczytałam! :) Rozdział spokojny i bardzo potrzebny, bo wreszcie nam się bohaterowie spotkali i muszą ustalić, co dalej :).

    Czytając, myślałam też pod kątem wspomnianej przez Ciebie „dziury fabularnej”. Powtórzę się w tym temacie, myślę, że wymiana zdań bohaterów bardzo dobrze ją łata, ale nawet bez tego nic by się nie stało, bo po prostu historię bardzo dobrze się czyta :).

    Tak więc czekamy na informację, gdzie jest Łza i następny rozdział :).

    1. Dziękuję. <3 Tak, wiem, że właściwie nic by to nie zmieniło, ale staram się łatać takie sytuacje, jeśli akurat rzucą mi się w oczy. Może dzięki temu historia finalnie będzie bardziej spójna. Przy okazji się uczę na co i kiedy warto zwrócić uwagę. 😀

  3. Nowy rozdział będzie w terminie czy standardowo będzie poślizg?

    1. Robię, co mogę, ale czasem w życiu wyskakują jakieś sprawy i komplikacje po drodze. :( Będzie dziś, ale na w ramach rekompensaty za opóźnienie, będzie najdłuższym w ramach tej części.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© 2018 Frontier Theme