Cz. 2 – Rozdział XV

„Wina”

Właściwie nie był pewny, jak wiele czasu minęło, odkąd się obudził.

Niespecjalnie go to obchodziło.

Uśmiechał się, spoglądając na śpiącą obok Amelię, a wspomnienia minionej nocy zalewały jego umysł ciepłymi falami. Jej pierś unosiła się miarowo w rytm spokojnego oddechu. Ciemne włosy rozsypały się na poduszce, a twarz wyglądała niemal anielsko, wolna od codziennego stresu i odpowiedzialności. Czuł gorąco bijące od jej ciała, powoli wypełniające każdy samotny i zimny kawałek, jaki w sobie skrywał. Przez moment sam nie mógł uwierzyć, że tak czysta i krucha istota znalazła schronienie właśnie w jego ramionach. Ostrożnie przesunął dłonią po jej skroni, czując miękkość skóry pod palcami. Zatrzymał się, gdy Amelia poruszyła się we śnie, a jej usta rozciągnęły się w lekkim uśmiechu.

– Powiedz coś, jeśli to dzieje się naprawdę – szepnęła, nie otwierając oczu.

Zelgadis zaśmiał się cicho.

– To nie sen – zapewnił, przyciągając ją bliżej i całując w czubek nosa.

Amelia przeciągnęła się delikatnie, otwierając oczy. Dotknęła jego policzka z uśmiechem.

– Możesz się śmiać, ale nawet nie masz pojęcia, ile razy byłeś ze mną, robiąc i mówiąc takie rzeczy, o których marzyłam, a potem budziłam się sama.

– Takie rzeczy? Nie mam pojęcia, o czym mówisz, panno Saillune. Może zechcesz rozwinąć? – podjął zaczepnie, przesuwając dłonią po jej odsłoniętych plecach.

Amelia zadrżała, a jej twarz mimowolnie oblała się rumieńcem.

Patrzył na nią z miłością i zrozumiał, że nigdy wcześniej nie doświadczył czegoś takiego – nie czuł się tak kompletny, wolny i żywy jak teraz. Jej obecność była jak spełnienie najskrytszych marzeń, jak brakujący element, który wypełnił jego płuca prawdziwym powietrzem.

Pochylił się, delikatnie całując niewielkie zagłębienie nad jej obojczykiem.

– Wiesz… – zaczął cicho, nieomal szeptem – jeśli pozwolisz mi robić takie rzeczy każdej nocy, nie będę miał nic przeciwko.

Amelia zaśmiała się głośno, wplatając palce w jego włosy i poddając się pocałunkom.

Zanim całkowicie stracił kontrolę, odsunął się nieznacznie, podpierając na łokciu i patrząc na jej zarumienioną twarz.

– Jak się czujesz? – zapytał, gładząc kciukiem jej ramię.

Nie musiał wyjaśniać więcej. Amelia doskonale zrozumiała pytanie, czego potwierdzeniem był jeszcze intensywniejszy rumieniec na twarzy. Podciągnęła pościel, by zakryć piersi i odpowiedziała cicho:

– Jestem szczęśliwa. A czy ty już kiedyś…?

– Nie – odpowiedział pewnie. – Wiesz, jako chimera jakoś nie miałem wielu okazji…

Amelia uśmiechnęła się szerzej.

– Więc skąd…?

– Zanim was poznałem, podróżowałem z samymi mężczyznami. Nasłuchałem się nawet więcej, niż bym chciał – przyznał rozbawiony.

– Więc jesteś tylko mój?

– Od zawsze tak było.

Amelia obróciła się delikatnie, przytulając do jego piersi. Kiedy ich nagie ciała się zetknęły, poczuł przeszywający impuls.

– Zawsze? Miałam wrażenie, że przez lata skutecznie ode mnie uciekałeś… – stwierdziła cicho i chociaż jej słowa mogłyby zabrzmieć oskarżycielsko, nie wyczuł w nich wrogości, a jedynie lekki smutek.

– Zaczekaj… – odsunął się, by spojrzeć jej w oczy – to znaczy, że odzyskałaś wspomnienia?

Amelia odwzajemniła jego intensywne spojrzenie, po czym przygryzła wargę.

– To nieco bardziej skomplikowane. Moje wspomnienia nie wróciły… Ale dużo widziałam.

– Widziałaś?

– Już zapomniałeś, że jestem profetą? Przeszłość, przyszłość, moja, cudza… Jeśli bardzo się postaram, mogę je zobaczyć – wyznała, wzruszając ramionami. – Nie jestem w tym świetna, ale miałam dość dużo czasu, aby nauczyć się kontrolować tę moc.

Zelgadis milczał, próbując pojąć, ile znaczą obrazy, które widziała, i czy mogą zastąpić prawdziwe uczucia.

– Tylko nie myśl sobie nic głupiego – dodała nagle. – Nawet zanim spojrzałam we wspomnienia, czułam, ile dla mnie znaczysz. Teraz wydaję mi się, że nasze uczucia są zapisane dużo głębiej niż po prostu w pamięci. To bardziej jak grawitacja. Nieodwracalne i zdecydowane przyciąganie. To właśnie czułam do ciebie. To przyciąganie… To, że zobaczyłam większość wspomnień, zmienia tylko tyle, że może nie będę się czuła jak kompletna idiotka, rozmawiając z wami o przeszłości.

Nie odpowiedział. W zamian jedynie przyciągnął jej drobne ciało bliżej, zamykając w delikatnym uścisku.

– Miałaś… jakieś ulubione wspomnienia? – zapytał ostrożnie.

Amelia zacisnęła dłoń na jego ramieniu.

– Tak… Chociaż większość z nich to naprawdę zwykłe momenty. Lubiłam obserwować nas, rozmawiających przy ognisku, kiedy Lina i Gourry już zasnęli. Wiem, że już wtedy byłam w tobie zakochana. Ale ty z jakiegoś powodu unikałeś jakiegokolwiek zbliżenia. Chociaż w sumie, teraz łatwiej mi to zrozumieć. Byłam naprawdę irytującym dzieciakiem.

Poczuł, że ponownie chciała wzruszyć ramionami, jednak jego uścisk to uniemożliwił.

– Nie, Amelio. Nigdy tak nie uważałem.

Zerknęła na niego pytająco.

– Nie uważałem, że byłaś irytująca.

Przez chwilę milczał, próbując odnaleźć odpowiednie słowa. Przez lata, które spędził z Amelią, wiele się zmieniło. Pamiętał, jak zawstydzała go jej upartość, jak nie rozumiał, dlaczego ta młoda księżniczka tak usilnie próbuje zbliżyć się do kogoś takiego, jak on. Ale teraz, kiedy leżała w jego ramionach, tak bliska i szczera, zdał sobie sprawę, że to właśnie ta jej upartość i determinacja sprawiły, że powoli zaczął się przed nią otwierać.

– Więc dlaczego? – zapytała Amelia, wpatrując się w niego z ciekawością. Jej oczy lśniły w blasku przygasających świec.

Zelgadis westchnął, przesuwając dłonią po jej włosach. Każdy dotyk zdawał się teraz cenniejszy, bardziej intensywny, jakby miał nadrabiać wszystkie stracone chwile.

– Byłem… zagubiony – przyznał w końcu. – Kiedy się poznaliśmy, szukałem sposobu, by wrócić do normalności i pozbyć się tej cholernej klątwy. Myślałem, że to jedyny cel, jaki mam. A ty…

Amelia milczała, jej palce błądziły po jego karku, jakby chciała go uspokoić i zachęcić do mówienia.

– Bałem się, że jeśli pozwolę sobie na bliskość, jeśli dopuszczę do siebie uczucia, to osłabnę w swoim dążeniu do celu. Wydawało mi się, że nie mogę mieć tego wszystkiego naraz – miłości i wolności. A potem… kiedy cię straciłem, zrozumiałem, jak głupi byłem.

Amelia podniosła głowę i spojrzała mu w oczy.

– Dla mnie nigdy nie miało znaczenia to, jak wyglądasz. Wiesz o tym, prawda? – zapytała poważnie.

Uśmiechnął się przelotnie w pozbawiony wesołości sposób.

– Oczywiście, że wiem. Ale nie zmienia to faktu, że przez swoją obsesję na tym punkcie sprawiłem, że cierpiałaś… – wyznał szczerze i chociaż nie zamierzał, mimowolnie dotarli do najbardziej bolesnego tematu.

– To były też moje decyzje.

– Racjonalne decyzje zakochanej dziewczyny? – zażartował gorzko, wlepiając wzrok w sufit. – Nie byłem ślepy, Amelio. W pewnym momencie nawet ja się zorientowałem, że ci zależy i dlatego tak się poświęcałaś. A ja to wykorzystałem…

Amelia poczuła, jak jego słowa przenikają ją do głębi, wyraźnie odczuwając ból, który tkwił w jego sercu. Widziała, jak Zelgadis wpatruje się w sufit, a jego twarz przybiera wyraz pełen żalu i poczucia winy. Przez chwilę panowała cisza, przerywana jedynie ich oddechem. Delikatnie przesunęła palcami po jego skroni, próbując złagodzić narastające napięcie.

– To, co przeżyłaś w piątym filarze… – zaczął drżącym głosem. – O mało nie umarłaś, Amelio. I twój ojciec… – przełknął ciężko. – A potem cała reszta okropieństw, o które nawet boję się zapytać. Wojna, to małżeństwo z księciem Lenos. Nawet nie wiem, co powiedzieć, a przecież nic z tego by się nie wydarzyło, gdyby nie ja.

Zelgadis odwrócił się do niej, a w jego oczach dostrzegła coś, czego nigdy wcześniej nie widziała – łzy, cisnące się pod powiekami, które z trudem starał się zdusić.

– To wszystko moja wina – wyszeptał na granicy załamania. – Gdyby nie ja, mogłabyś tego uniknąć. Przepraszam, że cię skrzywdziłem.

Amelia poczuła, jak jej serce pęka na widok jego rozpaczy. Nigdy wcześniej nie widziała go w takim stanie, tak złamanego i pełnego poczucia winy. Delikatnie wzięła jego twarz w dłonie, zmuszając, by spojrzał jej w oczy.

– Zel… – zaczęła, starając się mówić spokojnie. – To nie była twoja wina. Żaden z tych koszmarów nie wydarzył się przez ciebie. To były moje decyzje, moje wybory. Wiedziałam, na co się decyduję. I nigdy, przenigdy, nie obwiniałam cię za to, co się stało.

– Ale ja… nie zasługuję na ciebie, Amelio. Wszystko, co zrobiłem, tylko cię raniło.

– Teraz mnie ranisz – odpowiedziała, głaszcząc go po policzku. – Takimi słowami mnie ranisz.

Jego oczy rozszerzyły się nagle, gdy spojrzał na nią nieco przytomniej.

– Właśnie tak… – kontynuowała bez pośpiechu. – Więc jeśli nie chcesz mnie ranić, przestań się zadręczać. Jeśli chcesz mnie o coś zapytać, po prostu to zrób. Odpowiem na każde twoje pytanie, bo nie chcę, żebyśmy mieli przed sobą jakieś sekrety. Nie skłamię, że było mi łatwo, ale teraz jestem szczęśliwa, że wróciłeś. Naprawdę. I teraz potrzebuję cię bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Musisz mi pomóc, Zel. Nie dam rady sama się z tego wyplątać – ostatnie słowa zabrzmiały niemal jak prośba.

Zelgadis odetchnął głęboko, dopiero po chwili w pełni rozumiejąc, co miała na myśli. Potrzebowała go. Potrzebowała jego obecności i wsparcia, nie niszczącego wszystko poczucia winy. Przez moment było mu wstyd. Amelia oczywiście miała rację, tak samo, jak Nirali i Lina wiele razy wcześniej, kiedy próbowały przemówić mu do rozumu i sprawić, aby przestał się katować. Jednak to właśnie słowa Amelii sprawiły, że gdzieś głęboko poczuł ulgę. Przytaknął zdeterminowany.

– Obiecuję, że już nigdy więcej nie będę cię zadręczał tym tematem – powiedział, ale Amelia nie wyglądała na przekonaną. Zmarszczyła czoło, przyglądając mu się z uwagą. Westchnął pokonany. – I, że siebie też przestanę zadręczać tym tematem.

Amelia uśmiechnęła się z zadowoleniem.

– Tak lepiej – stwierdziła.

– Co teraz? – zapytał zakłopotany. Nie bardzo wiedział, jak powinien się zachować po słabości, którą właśnie przed nią okazał.

– Teraz mnie pocałuj. Chcę ukraść jeszcze jedną chwilę, zanim stąd wyjdziemy.

Updated: 14 Sierpień 2024 — 02:00

4 Comments

Add a Comment
  1. Rozpływam się (⁠*⁠_⁠*⁠) powtórzę to, ci pisałam ostanio. Jak oni dojrzali! Po tylu latach wreszcie ze sobą poważnie porozmawiali. Ale najważniejsza rozmowa dopiero przed nimi. Aż boję się co wymyślisz.

    A tak z innej beczki. Nie wiem czy to kwestia mojego telefonu czy coś jest z serwerem, ale bardzo często jak zaglądam na bloga, tp strona się w ogóle nie ładuje.

    Zakładam, że do końca wakacji nie skończysz całości? ;⁠)

    1. Dziękuję! <3 Cieszę się, że się podobało. Uznałam, że potrzebują takiej rozmowy, zanim pójdziemy dalej.

      Hmm, to ciekawe. U mnie ładuje się normalnie, ale w większości zaglądam tu z laptopa. Kilka razy nie ładowało mi się przez cały dzień, co kończyło się małym zawałem, o którym kiedyś wspomniałam, haha. 😀

      Do końca wakacji? Tego nie mogę obiecać. ^^” Chyba, że liczymy na cud „przypływu weny”, w który już dawno nie wierzę, haha. To dość mozolna robota w moim wykonaniu. Ale na pewno pójdziemy jeszcze dalej. Plus taki, że zaraz przechodzimy do finałowych wydarzeń, co nie powinno się jakoś znacznie rozciągnąć. :) Zobaczymy jak wyjdzie. 😀

      Tymczasem zabieram się za kolejny rozdział korzystając z aktualnego „flow”. 😀

  2. Oj, tak. Znowu powtórzę się za Belong. Jak oni oboje dojrzeli ^^. Nom, teraz mogą tworzyć piękny związek. Krótszy nieco, ale bardzo dobry rozdział. Bardzo cieszę się, że druga część powstała. Jest to rozmowa, na którą naprawdę zasłużyli po tym, co przeszli w części pierwszej ^^.

    1. Dziękuję! <3 To główny zamysł tej kontynuacji – podomykać wszystkie otwarte wątki. 😀 Został nam jeszcze jeden duży temat Łzy i tego, co i dlaczego się z nią zadziało. Kiedy to przejdziemy to chyba wszystkie tajemnice ostatecznie zostaną rozwikłane, haha. 😀

Odpowiedz na „Lilly WorldAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© 2018 Frontier Theme