Cz. 2 – Rozdział XVIII

„Dla dobra sprawy”

Zelgadis wpatrywał się w Amelię, nie dowierzając w to, co właśnie usłyszał. Nie mógł tego pojąć. Po wszystkim, co przeszła, po tym, co widziała… Jak mogła w ogóle rozważać powrót do Raviego? Do tego… potwora? Czuł, jak w jego piersi zaczyna narastać gniew, ale pod tą warstwą buzującej furii kryło się coś znacznie głębszego… Strach. Strach, że jeśli pozwoli jej odejść, tym razem naprawdę ją straci.

Jego dłoń drgnęła, po czym powoli zacisnęła się w pięść.

– Nie – wyszeptał, wciąż nie wierząc w to, co usłyszał. – Nie pozwolę ci tam wrócić.

– Zel…

Uniósł rękę, przerywając jej.

– Nie, Amelio – powtórzył ostrzej, jego głos nabrał twardości. – To szaleństwo.

Amelia zerknęła na pozostałych, szukając jakiegokolwiek wsparcia, jednak ci milczeli.

– Jeśli nie wrócę, Ravi zniszczy Saillune. Wiem, że jest do tego zdolny! Ten ostatni atak… Jestem pewna, że to też on. Chciał, żebyśmy przegrali z Elmekią. Chciał, żebym była od niego zależna. W ten sposób ma mnie blisko i może korzystać z mocy Łzy.

Zelgadis poderwał się z miejsca, zaliczając kilka nerwowych okrążeń wokół stołu, zanim odważył się ponownie odezwać:

– Naprawdę? – Obrzucił przyjaciół niedowierzającym spojrzeniem. – Tylko ja uważam, że to najgorszy możliwy pomysł?

– Nie przypominam sobie, żebym poparła ten pomysł – odezwała się Lina, patrząc na Amelię z wahaniem. – A co jeśli przesadzasz, Amelio? Czy wtedy warto się tak narażać? Przecież zadbaliśmy o to, żeby oficjalnie wszystko wyglądało na porwanie. Dlaczego Ravi miałby karać całe Saillune skoro nie zniknęłaś z własnej woli?

– Przesadzam? – powtórzyła z niedowierzaniem księżniczka. – Czy wy w ogóle mnie słuchaliście? Nawet jeśli, to nie zamierzam ryzykować życiem kolejnych mieszkańców!

– A co z tobą? – Zelgadis nie dawał za wygraną. – Dlaczego tak chętnie ryzykujesz własnym życiem?

– Nie mam wyboru. To moi ludzie i to ja za nich odpowiadam.

Ogarnęła ich nieprzyjemna, pełna napięcia cisza. Zelgadis zamknął oczy, czując łomot własnego serca i buzującą w uszach krew. Każdy instynkt w jego ciele krzyczał, by ją powstrzymać. Jednak im bardziej tego pragnął, tym bardziej rozumiał, że nie mógł tego zrobić, co sprawiło, że znowu poczuł się całkowicie bezsilny.

Amelia nie była już tylko księżniczką, która walczyła o przetrwanie. Nie była już tylko dziewczyną, którą próbował chronić… Nie… To już dawno uległo zmianie.

– Więc… jaki masz plan? – wykrztusił w końcu, a kiedy nie otrzymał odpowiedzi, dodał: – Bo masz jakiś, prawda?

– Och! Zel, błagam! – zawyła nagle Nirali, pochylając się nad blatem stołu i rozmasowując skronie. – Jeśli zaraz nie przestaniesz, przysięgam, że rozsadzi mi głowę…

Pozostali drgnęli zaskoczeni, najwyraźniej nie do końca rozumiejąc, co miała na myśli.

Nirali westchnęła i posłała bratu znaczące spojrzenie. Lekki, ale pełen nagany uśmiech zatańczył na jej ustach.

– Wasze relacje przysłaniają wam chłodny osąd sytuacji – stwierdziła. – Dusi mnie od twoich emocji, Zel… Ale Amelia ma rację.

– Chyba nie mówisz poważnie? – zdenerwowała się Lina. – Wróci do tego psychopaty, a potem co? Jak niby ma to pomóc ocalić Saillune, jeśli nadal pozostanie jego marionetką?

– A kto powiedział, że tak będzie? – kontynuowała spokojnie Nirali i chociaż odpowiadała na słowa Liny, Zelgadis miał wrażenie, że patrzyła wyłącznie na niego. – Przecież my też tu jesteśmy. Pomyśl.

Zamarł, odwzajemniając spojrzenie siostry. Te oczy, tak bardzo podobne do jego własnych…

Oczy, które nie wydałyby ich na bezsensowne cierpienie, gdyby nie istniał ku temu ważny powód.

Poczuł promieniujący od niej spokój, a jego wzburzenie zaczęło ustępować. Wrócił do stołu, zajmując miejsce naprzeciw. Ze wzrokiem wciąż utkwionym w jej twarzy, po raz pierwszy w czasie całej rozmowy, pozwolił sobie odetchnąć.

Nirali uśmiechnęła się lekko.

– Tak lepiej, Zel. A teraz skup się. Dlaczego Amelia powinna wrócić do zamku?

Skrzywił się, ale zanim zdążył odpowiedzieć, Nirali przerwała mu szybkim gestem.

– Nie! Stop. Na moment zapomnij o łączącej was relacji. Dlaczego Amelia powinna wrócić do zamku? – powtórzyła spokojnie.

Westchnął, uciekając wzrokiem w najdalszy kąt pomieszczenia. Nagle złoty wzorek tapety wydał mu się szalenie interesujący. Zanim się zorientował, słowa same go opuściły…

– Wtedy będziemy mieli większe szanse na odzyskanie Łzy i zakończenie tego wszystkiego.

– Bingo, bracie!

– A co z całą akcją porwania Amelii? Jeśli tak po prostu wróci, nikt nam więcej nie pomoże – stwierdził Gourry.

– Zgadza się – przytaknęła Lina. – Przekonałam ukrywających się w Saillune magów, żeby pomogli upozorować twoje porwanie, Amelio. Jeśli teraz samodzielnie wrócisz, uznają cię za straconą.

Amelia opuściła głowę wyraźnie przygnębiona.

– Przykro mi, że niepotrzebnie się narażaliście – mruknęła.

– Jeśli rozegramy to mądrze, nie będziemy potrzebować ich pomocy – uznała Nirali. – Amelia ma rację, musi wrócić do zamku, jeśli chcemy odzyskać Łzę. Jeśli tego nie zrobi, Ravi na pewno wpadnie w szał i użyje artefaktu, aby ją odnaleźć, a wtedy… kto wie, do czego się posunie.

– Wtedy narazilibyśmy się na bezpośrednią konfrontację – podsumowała Lina, marszcząc czoło. – Ale nawet bez tego będzie ciężko. Ten bydlak ma Łzę i kto wie, co może zdziałać z jej pomocą. I bez niej był na tyle silny, że zdołał spętać Xellosa…

Zelgadis spojrzał na Amelię, ponownie rozważając w myślach wszystkie za i przeciw. Miał w głowie całe setki „przeciw”, a jednak milczał. Spodziewał się zobaczyć choćby cień wahania w jej oczach. Chciał dostrzec najmniejszy znak, że nie jest pewna swojego wyboru. Że jednak mogliby ją powstrzymać.

Ale nie dostrzegł niczego takiego.

Patrzyła na niego z chłodną pewnością, jakby już dawno podjęła tę decyzję i po prostu czekała, aż on to zaakceptuje. Miał ochotę się roześmiać, kiedy dotarło do niego, dlaczego rano tak się upierała, aby ubrać z powrotem swoją suknię…

Wbrew sobie ponownie uciekł wzrokiem na ścianę. Wzór tapety zdawał się rozmywać, złote linie wiły się na bordowym tle jak sieć, w którą właśnie wpadli. Całe pomieszczenie wydało się nagle bardzo ciasne.

Usłyszał szelest materiału. Kroki. Ostrożne, niemal niesłyszalne, ale wystarczająco bliskie.

Amelia kucnęła przed nim, a jej palce delikatnie objęły jego dłoń.

– Jesteś na mnie zły? – zapytała cicho.

Złość? Nie. To byłoby prostsze.

Zacisnął szczękę, nie odpowiadając od razu.

– Nie – wydusił w końcu. – Ja…

Nie chciał się do tego przyznać.

Ale Amelia czekała.

Jej dłoń nadal spoczywała na jego, a ciepło dotyku zdawało się rozchodzić falami po całej skórze.

Ale jeśli teraz nie powie prawdy, to kiedy?

Zebrał się w sobie i podniósł wzrok.

Przyglądała mu się z troską.

Westchnął ciężko, czując, że coś w nim pęka.

– Boję się. – Słowa wydawały się obce.

Ale były prawdziwe.

Amelia poruszyła ustami, jakby chciała coś powiedzieć, ale w ostatniej chwili się powstrzymała. Nie pocieszyła go. Nie powiedziała, że nie ma się czego bać. Oboje wiedzieli, że to nie byłaby prawda.

Uśmiechnęła się smutno i uniosła wolną rękę, muskając palcami jego policzek.

– Potrzebuję twojej pomocy, Zel. Ja też się boję. Najbardziej tego, że bez tej przeklętej Łzy znowu znikniesz.

Przycisnął jej palce bliżej, po czym powoli, z wahaniem, przytaknął.

– Potrzebny nam dobry plan, Amelio.

Pokiwała z determinacją, wstała i obróciła się w stronę pozostałych.

– Myślę, że wiem, jak odzyskać Łzę.

– Na to czekałam. – Nirali rozsiadła się wygodnie, uśmiechając się z satysfakcją. – A więc?

– Ravi trzyma Łzę w swoich komnatach, których prawie nigdy nie opuszcza. Wejścia zawsze strzeże kilku żołnierzy z jego osobistej ochrony. Jeśli zauważą coś niepokojącego, natychmiast poinformują pozostałych strażników, od których roi się w całym zamku.

– Nie chcę psuć nastroju, ale to nie brzmi jak wstęp do dobrego planu, Amelio – mruknęła Lina, przewracając oczami.

– Wiem. – Amelia uśmiechnęła się niewzruszona. – Dlatego powinniśmy wykorzystać mój ślub.

Zelgadis zesztywniał, czując zimny dreszcz na plecach, jednak zanim zdążył zareagować, Amelia mówiła dalej.

– W dzień ślubu cała straż skupi się w królewskim ogrodzie, gdzie ma się odbyć ceremonia. Zaproszono wielu ważnych gości. Ravi na pewno będzie chciał zadbać o spokojny przebieg całego wydarzenia, co oznacza, że Łzy będzie pilnować tylko kilku strażników.

– A skąd wiemy, że Ravi po prostu nie zabierze Łzy ze sobą? Ja bym tak zrobił, gdybym pilnował czegoś ważnego. Swojego miecza też nigdy nie zostawiam – wtrącił Gourry, poklepując oręż dopięty do pasa.

– Ravi nie może nosić Łzy tak po prostu ze sobą. Pamiętacie to uczucie zmęczenia, kiedy odnaleźliśmy Łzę w piątym filarze? Łza wpływa na otoczenie, wysysając z niego energię, a w konsekwencji doprowadzając do obumierania wszystkiego, co żywe w okolicy. To dlatego Ravi musi trzymać ją w zamknięciu i cyklicznie żąda, abym stabilizowała jej działanie. Tylko wtedy może jej używać, choć zapewne i tak nie w pełni. Założę się o co chcecie, że będzie chciał ustabilizować Łzę przed samą ceremonią. Na wszelki wypadek. Co oznacza, że dacie radę ją zabrać. I właśnie dlatego muszę wrócić do zamku, a on nie może niczego podejrzewać. Musimy wykorzystać okazję.

– A dlaczego nigdy sama jej nie użyłaś, Amelio? Z tego, co mówisz, wynika, że regularnie byłaś w jej pobliżu – zapytała Lina.

– Ravi nigdy nie pozwolił mi jej dotknąć. Za każdym razem jedynie wprowadzał mnie do pomieszczenia i kontrolował wszystko, co robiłam.

– No, Amelio… To się nawet… może udać – przyznała Lina z uśmiechem.

Księżniczka przytaknęła ochoczo.

– Najważniejsze, żeby niczego nie podejrzewał.

– Nie wiem, Amelio… – stwierdził markotnie Zelgadis. – Nawet jeśli Łzy będzie pilnować tylko kilku strażników, przecież i tak narobimy rabanu. Nie wpuszczą nas tak po prostu do jego komnat, co oznacza, że będzie musiało dojść do walki.

– A gdyby ktoś nas wprowadził? – podchwyciła Nirali.

Amelia spojrzała na nią zdziwiona.

– Nie wiem, kto mógłby…

Urwała, zastanawiając się.

– Właściwie jest ktoś taki – stwierdziła nagle, z nowym błyskiem w oczach. – Jedyna osoba, która mogłaby nam pomóc i jest na tyle wysoko w hierarchii dworu to Arion!

– Masz na myśli tego starego dziada, pana „nigdy nic mi nie wychodzi, ale zawsze udaję, że wiem lepiej”? – Lina parsknęła zniesmaczona.

– To mój najbliższy doradca! – Amelia skrzywiła się urażona. – Tak, przyznaję, że kiedy byliśmy na froncie, nie radził sobie najlepiej, ale to dlatego, że nigdy nie musiał i po prostu nie miał takiego doświadczenia. Za to od początku mojego powrotu do Saillune robił wszystko, żeby mi pomóc.

– Na przykład aranżowane małżeństwo?

– Chciał pomóc!

– Dość! Przestańcie! – wykrzyknęła Nirali, szukając wzrokiem wsparcia u Zelgadisa.

Ten westchnął głośno, bębniąc palcami o blat stołu. Miarowy stukot, przypominający tykanie zegara, pomagał się skoncentrować. To mógł być kluczowy element ich planu, a powierzanie go w ręce człowieka, którego nawet nie znał, nie sprawiało, że uznawał to za dobry element…

– Ufasz mu, Amelio? – zapytał po chwili.

– Całkowicie.

– W takim razie musimy jak najszybciej go wtajemniczyć. Ślub ma się odbyć za sześć dni. Musimy być gotowi.

– Powiem mu o wszystkim, gdy tylko wrócę do zamku – przytaknęła Amelia. – Znajdę sposób, żeby go do was przysłać.

– Resztę szczegółów ustalimy po rozmowie z nim. Zobaczymy, co będzie mógł dla nas zrobić – odparł chłodno. Przetarł twarz dłonią, czując, jak jego myśli kotłują się w chaosie. Plan był szalony, pełen niewiadomych… ale nie mieli lepszego. – Dobra – powiedział w końcu, opierając łokcie o stół. – Skoro wszyscy zgadzamy się co do tego, że musimy działać, to… kiedy… wracasz do zamku?

– Jak najszybciej – odpowiedziała bez wahania.

– A więc postanowione – podsumowała Lina, jakby właśnie zakończyła rozwiązywanie skomplikowanego równania.

– Jest coś jeszcze, co nie daje mi spokoju – wtrąciła szybko Nirali. – Co dokładnie Ravi planował zrobić ze Łzą?

Amelia przez chwilę milczała, zastanawiając się nad odpowiedzią.

– Ravi stworzył Rimę – zaczęła w końcu, a jej głos nabrał nieco zimniejszego tonu. – Pochłaniał kolejne królestwa, zagarniając ich ziemie, ludzi, całą ich historię. Z każdą ofiarą jego władza rosła. A potem zaczęły pojawiać się jego prawa…

– Jednym z nich jest polowanie na magów, prawda? – drążyła Nirali, a Zelgadis niemal natychmiast przypomniał sobie wszystkie listy gończe, które widzieli na murach Saillune.

– Tak… – przyznała cicho. – Korzystanie z magii podlega ścisłym restrykcjom. Kto nie chciał się z nimi zgodzić, był… usuwany. Pozostałych najczęściej po prostu pozbawiał mocy i skazywał na wygnanie.

Lina sapnęła z przerażeniem, mimowolnie przykładając dłoń do piersi. Zupełnie jakby poprzez ten mały odruch była w stanie chronić tlący się w niej płomień.

– To okropne! Pobyt w piątym filarze bez mocy był okropny, a co dopiero żyć tak aż do śmierci! Jak to w ogóle możliwe? Jak mógł zrobić coś takiego!?

– To zaledwie jedna z możliwości Łzy. Powstała z samego chaosu, co oznacza, że z jej pomocą może dowolnie kreować rzeczywistość.

– Ale dlaczego Ravi tak nienawidzi magii? Przecież sam jest potomkiem mrocznego rodu!

Amelia wzruszyła ramionami pokonana.

– Nie wiem, może boi się, że jakiś inny mag mógłby ją odebrać. Może są dla niego jedynie zagrożeniem.

– Może… – podsumował sceptycznie Zelgadis. – Nie widziałaś nic więcej w jego przeszłości?

Amelia powoli pokręciła głową.

– Nie. Myślę, że domyślił się, co zrobiłam w trakcie naszego pierwszego spotkania. Nie wierzę, że każe mi nosić rękawiczki tylko z powodu moich blizn. Myślę, że boi się mojego dotyku.

– A jego brat? – zapytała Lina. – Też cię unika?

– Chyba nie… – zawahała się Amelia. – Właściwie to raczej był dla mnie dość dobry. Nie chciałam mieszać mu w głowie bez powodu…

– Może nie będziesz miała wyboru, Amelio. Gdybyśmy poznali prawdziwy cel Raviego, moglibyśmy to wykorzystać przeciwko niemu – oceniła Nirali.

– Mogę spróbować…

– Tylko nie narażaj się niepotrzebnie! – dodał natychmiast Zelgadis.

Amelia odpowiedziała słabym uśmiechem.

– Wiem. Ale teraz powinnam już…

Wstał, nie chcąc, aby kończyła.

Jego ruchy były sztywne, a każdy wymagał ogromnego wysiłku. Wewnątrz kipiał od sprzecznych emocji. Nie chciał tego robić. Nie chciał odprowadzać Amelii, nie chciał patrzeć, jak wychodzi, by wrócić do Raviego. Zacisnął pięści, a paznokcie wbiły się w dłonie, ale nie odezwał się ani słowem. Tylko jego oczy, pełne burzy, zdradzały, co naprawdę czuł.

– Odprowadzę cię.

Amelia odwróciła się do reszty grupy, mierząc każdego uważnym spojrzeniem.

– Dziękuję wam wszystkim. Bez was nie dałabym rady. I… przepraszam, że znów wpędzam was w kłopoty.

– Och, przestań – machnęła ręką Lina, choć w jej głosie też było napięcie. – To nie pierwszy i nie ostatni raz, gdy musimy ratować świat. Tylko tym razem postaraj się nie znikać, dobrze?

Amelia skinęła głową, a jej wzrok przesunął się na Zelgadisa, który stał nieruchomo, jak posąg, z zaciśniętymi szczękami i wzrokiem wbitym w podłogę. Westchnęła cicho i podeszła do niego.

– Zel… – zaczęła, ale on jedynie pokręcił głową.

– Nie mów nic – wyszeptał. – Po prostu… chodź.

Korytarz wydawał się nieskończenie długi. Każdy krok, który stawiał, był ciężki, jakby sama ziemia próbowała go zatrzymać. Wszystkie myśli krążyły wokół jednego: Nie pozwól jej odejść. Nie pozwól jej do niego wrócić. Ale wiedział, że nie może tego zrobić. Nie teraz. Nie w taki sposób.

Gdy dotarli do wyjścia, a Amelia sięgnęła w stronę klamki, jej dłoń zawisła na ułamek sekundy. Może to tylko złudzenie, gra cieni i zmęczenia, ale wydawało mu się, że jej palce zacisnęły się odrobinę mocniej niż było to konieczne, kiedy otwierała drzwi. Zatrzymała się w progu i spojrzała na swoją suknię. Jej piękna, elegancka suknia, która jeszcze chwilę temu była symbolem statusu, teraz stała się przeszkodą. Bez słowa chwyciła rękaw i szarpnęła z całej siły. Kilkoma szybkimi ruchami rozerwała materiał, tworząc pokaźną ilość dziur i rozcięć.

Zamarł.

– Muszę to zrobić – powiedziała, dostrzegając jego zdziwione spojrzenie. – Jeśli mam wrócić do zamku, muszą uwierzyć, że zostałam porwana i uciekłam – wyjaśniła, schylając się i nabierając garść ziemi, którą rozsmarowała na rękach i twarzy, tym samym uwiarygadniając swoją historię.

– Weź to. – Zelgadis zdjął swój płaszcz i zarzucił go na jej ramiona. Materiał był ciężki i ciepły, a jego zapach otulił ją całkowicie jak niewidzialna osłona. – Nie powinnaś rzucać się w oczy, zanim dotrzesz do zamku.

Chwyciła materiał mocniej, nabierając głęboko powietrza. Przez chwilę stała tak w milczeniu, a potem uśmiechnęła się słabo, jednak jej oczy pozostały poważne i skupione.

– Nie bądź na mnie zły, Zel. Obiecuję, że tym razem skończymy to raz na zawsze.

Nie odpowiedział. Nie mógł. Jego gardło było zaciśnięte, a serce biło tak głośno, że niemal zagłuszało myśli. Patrzył, jak Amelia wychodzi na zewnątrz i znika wśród otaczających posiadłość drzew.

Nie obejrzała się.

Gdy zamknął drzwi, przywarł czołem do ich chropowatej powierzchni, zaciskając powieki. Jego pięści uderzyły w drewno z cichym, stłumionym dźwiękiem.

– Wróć do mnie – wyszeptał, a słowa zawisły w powietrzu, jak modlitwa.

***
Tym rozdziałem kończymy pewien etap tej historii, tym samym przechodząc do ostatniego. :)
Updated: 2 Marzec 2025 — 17:24

5 Comments

Add a Comment
  1. Czemu mam wrażenie że nie wróci?

    1. Czy to dlatego, że od prawie dwóch dekad zarzucałam was fantasy-dramatem? Nieeee, nie możliwe, haha. 😀
      Nie trać wiary, moja droga. 😀

  2. Bardzo dobry rozdział, w zasadzie epilog do końca obecnego aktu. Miejsce na podsumowanie wszystkich informacji i stworzenie nowego planu.

    Narracyjnie jedynie bym się przeczepiła do tej części opisu:

    „Zelgadis poderwał się z miejsca, zaliczając kilka nerwowych okrążeń wokół stołu, zanim odważył się ponownie odezwać”

    Mamy tutaj dialog dynamiczny, więc trochę się prosi o opis, jak reszta, a przynajmniej Amelia reagowała na kolejne okrążenia dokoła stołu. Ale to absolutnie dupersik :).

    Bardzo mi się podoba, świadczy to o ogromnym rozwoju relacji pomiędzy Amelką a Zelem, że Zelgadis akceptuje fakt, że Amelia nie jest już tylko dziewczyną w której się kocha. Jest królową. Ma więc inną hierarchię wartości i priorytetów, które jednocześnie definiują ją samą. Akceptując jej decyzję, Zel akceptuje tę część jej osobowości, co jest bardzo na plus w ramach rozwoju ich związku.

    I Gourry, błysnął ładnie ze dwa razy :). Zawsze piszesz, że walczysz w opisach Gourry’m, więc czuję się w obowiązku podkreślić, że bardzo fajnie widać udział Gourry’ego w tej rozmowie strategicznej :).

    Czekamy więc na początek ostatniego aktu :).

  3. Komentarz mi się skasował po załadowaniu i postaram się go odtworzyć T.T.

    Rozdział bardzo dobry będący epilogiem obecnego aktu. Bardzo miło obserwować, jak Zelgadis widzi i akceptuje, że Amelia nie jest już tylko dziewczyną, w której się kocha. Ale jest też i królową. Z innym systemem hierarchii wartości. Akceptacja jej planu, jest jednocześnie akceptacją tej części jej osobowości. Bardzo ładnie to świadczy o rozwoju ich związku.

    W kwestii narracyjnej przyczepiłabym się tylko do poniższego zdania:

    „Zelgadis poderwał się z miejsca, zaliczając kilka nerwowych okrążeń wokół stołu, zanim odważył się ponownie odezwać”

    Mamy tutaj dialog dynamiczny, a więc prosi się o opis reakcji przynajmniej Amelii, jak reaguje na jego kolejne okrążenia stołu. Ale to dupersik :)

    Jako że zwykle mówisz, że męczysz się z opisami Gourry’ego, bardzo doceniam tutaj jego dwie bardzo istotne kwestie w tej strategicznej dyskusji. Jak najbardziej trafione w ramach tej postaci :).

    Czekamy więc na ciąg dalszy w postaci nowego aktu :)

    1. Dziękuję za uwagę! Jestem świadoma, że dalej mam problem z opisem zachowania wszystkich postaci w jednej scenie. >.> Ale wyciągam wnioski na przyszłość. 😀
      Ciężko uwierzyć, że dopchałam to do ostatniego aktu. Tyle lat… Łezka w oku. 😉

Odpowiedz na „BelongAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© 2018 Frontier Theme